Sebastian Staszewski: To już pewne – nie zagra Pan w Legii. W niedzielę podpisał Pan kontrakt z Olimpią Ljubljana. Dlaczego zamiast w Warszawie zagra Pan w stolicy Słowenii?

 

Miroslav Radović: Sam nie wiem… Teoretycznie rozmowy szły w dobrą stronę. Nie było kłopotu z porozumieniem się w kwestiach finansowych, długość kontraktu też nie była problemem nie do przeskoczenia…

 

Piłkarz Legii dla Polsatsport.pl: Nie wierzyłem w transfery Hlouška i Hämäläinena

 

Przekaz medialny był jednak taki: Radović się nie dogadał, bo Legia dawała mu tylko półroczną umowę. To prawda?

 

Tak, ale nie była najistotniejsza kwestia. Jestem zdania, że nigdzie nie powinno się pchać na siłę. Albo jest się potrzebnym, albo nie. Chciałem wrócić, ale Legia miała inne plany. Są w klubie osoby, które mnie nie chciały. Gdyby wszystko zależało tylko od Leśnodorskiego, to dawno podpisałbym kontrakt. Ale tak nie było. Trudno. Życie toczy się dalej.

 

Nie chciał Pana trener Stanisław Czerczesow?

 

Jesteśmy dorośli… Nie muszę mówić po nazwiskach. Możecie się domyślić.

 

Może chodziło o stan Pana zdrowia? Przez pechowy uraz barku stracił Pan ostatnie miesiące.

 

Ale z moim barkiem wszystko jest w porządku. Zdrowy byłbym dużo wcześniej, ale błąd popełnili chińscy lekarze i zabieg musiałem powtórzyć w Monachium. Po rehabilitacji czuję się dobrze. Przecież Olimpia podpisała ze mną kontrakt. Teraz jestem w Belgradzie i czekam aż dołączę do nowego zespołu.

 

Ma Pan żal do Leśnodorskiego albo Czerczesowa? Bo chęć powrotu zadeklarował Pan dzień po transferze do Chin. No i nic z tego nie wyszło.

 

Nie mam, bo czemu miałbym mieć? Legię kocham, chciałem do niej wrócić, ale to nie zależało tylko ode mnie. Może to przez kontuzję? A może powodem jest to, że Czerczesow mnie nie zna? Zakończmy już ten temat. Jestem piłkarzem Olimpii Ljubljana i muszę się skupić na tym, co przede mną.

 

Miał Pan oferty z innych polskich klubów?

 

Tak, dwie. I nie jest prawdą, że zaproponowali mi za małe zarobki. Kierowałem się dobrem rodziny. Poza Polską miałem też propozycje z Cypru i Grecji, ale wolałem Słowenię, bo Ljubljana jest blisko mojego domu. Nie chodziło o kasę. Po prostu nie chciałem, aby dzieci musiały wychować się w obcym dla nich środowisku. A teraz moja rodzina jest zadowolona.

 

Zagra Pan jeszcze w Legii?

 

Nie powiedziałem ostatniego słowa jako piłkarz. Wielokrotnie już deklarowałem, że wrócę do Warszawy. Albo jako trener, albo jako skaut, a może jako zwykły kibic? W Warszawie mogę zamieszkać na stałe. A czy zagram jeszcze w Legii? W życiu piłkarza nigdy nie mówi się nigdy…