Wydawało się, że Energa Czarni nie mają w tym spotkaniu szans. Nie dość, że przegrali ostatnio wysoko ze Stelmetem Zielona Góra, nie dość, że bez przerwy jeżdżą po Polsce i mają kłopoty spowodowane kontuzjami Mantasa Cesnauskisa oraz Folarina Campbella, to jeszcze w meczu z gospodarzami turnieju musieli sobie radzić bez Jerela Blassingame'a, czyli podstawowego rozgrywającego drużyny.

Amerykanin się rozchorował i, chociaż do Dąbrowy Górniczej przyjechał, to musiał zostać w hotelu. Zastąpił go Demonte Harper i poradził sobie rewelacyjnie. Amerykański obrońca od czasu kontuzji Cesnauskisa wspierał Blassingame'a, ale jeszcze nie musiał wziąć na siebie pełnej odpowiedzialności za rozgrywanie.

W meczu z MKS rzucał, podawał i zbierał piłki. Był wszędzie, chociaż nie zszedł z parkietu chyba nawet na sekundę. Ostatecznie skończył spotkanie z dorobkiem 27 pkt, 10 asyst i 9 zbiórek, czyli o jedną zbiórkę od triple double. To on trafiał najważniejsze rzuty, przebijał się przez obronę rywali i brał na siebie zdobywanie punktów. A do tego szalał w obronie, pięć razy przechwytując piłkę.

Ile razy MKS się zbliżał, doprowadzał do remisu, tyle razy Harper wymyślał coś, co pozwoliło odskoczyć Czarnym. W końcówce meczu wyprowadził doskonałą kontrę, zakończoną podaniem nad kosz do Cheikha Mbodja, a potem jeszcze w jednej z następnych akcji dał się sfaulować i trafił jeden rzut wolny.

Harperowi przeciwstawiał się Rashaun Broadus (21 pkt, 11 as., 7 zb.), ale miał za mało wsparcia w kolegach. Mimo to gospodarze do ostatnich sekund walczyli o wygraną. Piotr Pamuła zmniejszył ich straty rzutem za trzy punkty. W ostatniej akcji MKS miał piłkę, ale Broadus zaczynając grę, źle podał do Pamuły i nadzieje na awans do półfinału prysły.

MKS Dąbrowa Górnicza - Energa Czarni Słupsk 69:71 (13:14, 19:18, 17:19, 20:20)