Jordański książę podawał w wątpliwość uczciwość niektórych szefów federacji członkowskich, którzy wezmą w Zurychu udział w głosowaniu. Jego zdaniem już w przeszłości zdarzało się, że delegaci zabierali ze sobą do kabiny do głosowania telefony, aby sfotografować karty i udowodnić "sponsorom", że poparli "odpowiedniego" kandydata. Dlatego Al-Hussein zaproponował skorzystanie z przezroczystych kabin oraz zatrudnienie niezależnych obserwatorów. Domagał się też przełożenia wyborów, jeśli FIFA nie zastosuje się do tych sugestii.

- Zrobiłem wszystko, co mogłem. Żałuję, że system nas zawiódł. Teraz musimy liczyć na to, że wszyscy głosujący podporządkują się przepisowi FIFA, zakazującemu wnoszenia telefonów i aparatów fotograficznych do kabiny do głosowania - powiedział działacz, którego sztab nawet przywiózł ze sobą kilka przezroczystych budek.

O miano prezydenta FIFA ubiega się pięciu kandydatów. Obok Al-Husseina są to również: sekretarz generalny Europejskiej Unii Piłkarskiej (UEFA) Szwajcar Gianni Infantino, prezydent Azjatyckiej Konfederacji Piłkarskiej szejk Salman Bin Ebrahim Al-Khalifa z Bahrajnu, biznesmen i polityk Tokyo Sexwale z RPA oraz były zastępca sekretarza generalnego FIFA Francuz Jerome Champagne.