Sebastian Staszewski: Gratuluję powołania na marcowe mecze reprezentacji z Serbią i Finlandią! Jak dowiedział się Pan o decyzji Adama Nawałki?

Bartosz Salamon: Selekcjoner zadzwonił do mnie w czwartek wieczorem. Jego numer zapisałem sobie w telefonie już na początku sezonu, więc wiedziałem kto dzwoni. Przeszedł mnie mały dreszczyk emocji. Trener powiedział, że niedługo zobaczymy się na zgrupowaniu. Dzień później ogłosił to oficjalnie…

Zdziwił Pana ten telefon?

Po cichu na to liczyłem, choć w głębi duszy nie spodziewałem się powołania. Nawałka dzwonił do mnie już w październiku i po jednym z meczów ligowych powiedział, że jestem obserwowany i mogę dołączyć do kadry. Od tamtego czasu grałem regularnie i wiedziałem, że selekcjoner ma mnie na oku. Na stadionie Cagliari gościł również Hubert Małowiejski.

Pojawił się stresik?

A gdzie tam! Stresu być nie może. Na pewno jest mała ekscytacja, bo od mojego ostatniego powołania minęły blisko trzy lata. Teraz zostałem wynagrodzony za cierpliwość i pracę, a więc nie mogę się doczekać!

Szefowie Cagliari pewnie są z Pana dumni…

W klubie wszyscy byli zadowoleni, gratulowali mi tego powołania. Dla nich to było jednak logiczne, bo wiedzieli, jak gram. Od jakiegoś czasu nawet dopytywali, dlaczego nie ma mnie w reprezentacji. No to jestem.

Po raz ostatni z reprezentacją Polski trenował Pan w październiku 2013 roku przed meczem z Ukrainą w Charkowie. Co pamięta Pan z tamtego zgrupowania?

Kontuzję, bo przecież z obozu wyjechałem o kulach. Byłem wówczas zawodnikiem, który w klubie nie grał regularnie, więc nie liczyłem na pierwszy skład, ale i tak kilka kwestii poszło nie tak.

Jak dziś definiuje Pan swoją obecność w kadrze?

Zdaję sobie sprawę, że za kadencji trenera Nawałki w reprezentacji nie zagrałem jeszcze minuty. Drużyna, która wywalczyła awans, jest zwarta i zgrana. Ja mam to szczęście, że na środku obrony zrobiła się wyrwa – na ławkach siedzą Łukasz Szukała i Thiago Cionek. W końcu ja dostałem swoją szansę.

Bilet na mistrzostwa Europy stał się nagle realny?

Nie myślę o tym w ten sposób, bo wiem, że do Euro długa droga. W kolejce do wyjazdu jestem ostatni, ale i tak spróbuję wykorzystać daną mi szansę. To będzie wóz albo przewóz. Jeśli zaprezentuję się słabo, to marzenia będę musiał odłożyć na bok. Jeśli jednak pokażę się z dobrej strony, to kto wie? Nie mam przecież nic do stracenia.