Oczywiście – jak to u nas – z pogrzebu szybko zrobiło się święto, jakieś dzieciaki zaczęły „Polacy nic się nie stało” i poszło. Później jacyś starsi, odważniejsi zaryczeli „Ch… z wynikami, Polacy jesteśmy z wami!”. Wtedy kibice byli wniebowzięci, mimo spektakularnej porażki, dziś są na piłkarzy wściekli, mimo znakomitego wyniku, że ci nie chcieli żadnych powitań, przemknęli czym prędzej przez lotnisko, rzadko się uśmiechali, raczej nie rozdawali autografów. Niektórzy pytali – no jak to? Ano „takto”. 

 

Widzicie różnicę na przestrzeni tych czterech lat?

 

Moment. Jedna chwila i cię nie ma. Jedenaście metrów od bramki, która wydaje ci się wyjątkowo mała, a stojący w niej bramkarz, to jakiś nadczłowiek, olbrzym zasłaniający wszystkie możliwe kierunki uderzenia. Gwizdek, strzał i… koniec. Nie strzelasz. Odpada drużyna. Rzadko kiedy w takiej chwili zostaje się bohaterem, ale… zdarza się, że się jednak zostaje. Patrzcie jak to jest. Ilu piłkarzy na najważniejszych turniejach nie strzelało jedenastek w serii rzutów karnych? Dziwnym trafem nie strzelali z reguły najlepsi, najwięksi. Tak jak na tych mistrzostwach, w naszej drużynie, nasz Błaszczykowski. 

 

Do Błaszczykowskiego nie mam żadnych pretensji, co ja piszę, do nikogo nie mam pretensji, do Milika też nie, zresztą jak ktoś twierdzi, że Milik na tych mistrzostwach zawiódł, bo grał słabo, to nie mam pytań. Słabo to Fabiański bronił rzuty karne, bo myślę, że na dziesięć uderzeń – jedno powinien był złapać. Ale do niego pretensji też nie mam, bo gdyby nie wcześniejsze fenomenalne interwencje, to już po Szwajcarii bylibyśmy w domu.

 

Reasumując – szacun panowie i… do przodu. Do przodu! 

 

Patrząc przez pryzmat piłkarzy na naszych siatkarzy zastanawiam się, czy martwić się ich obecną dyspozycją, czy też nie. Wprawdzie wszyscy mówią, że są w ciężkim treningu i OK, ale co to znaczy, że inni ciężko nie trenują? Ja wiem, że najważniejsze jest Rio i dlatego stawiam tutaj kropkę. Czekam na powrót Mateusza Miki i Fabiana Drzyzgi do zdrowia. Chociaż, tak jeszcze wracając do piłkarzy, a w zasadzie do ich analogii sprzed czterech lat, może to i dobrze, że jesteśmy teraz kompletnie bez formy. Cztery lata temu przyszła o dwa tygodnie za wcześnie i pamiętamy jak to się skończyło.