O przypadku nie ma mowy

 

W drodze do Rio polskie kajakarki zatrzymały się na ostatnim zgrupowaniu w Portugalii.

 

- Całą logistykę mieliśmy zaplanowaną już dwa lata temu i dzięki wsparciu prezesa Bejnarowicza, ministerstwa sportu i PKOl-u wszystko udało się zapewnić. Do Rio polecimy z Portugalii, a nie jak większość reprezentacji z Polski. Chcieliśmy ograniczyć lot do minimum. Pobyt w Portugalii w ostatnim okresie przesunie nas w kierunku zachodnim i już teraz spowoduje przestawienie zegarków o godzinę. I to są takie małe plusy, handicapy, które przy naszym krótkim pobycie przed pierwszym startem mają spowodować, żeby drużyna była w gotowości już od poniedziałku, żeby nic nas nie zawiodło – zdradził w wywiadzie dla Polsatsport.pl trener reprezentacji Polski kobiet w kajakarstwie Tomasz Kryk.

 

W przygotowaniach do igrzysk żadnego przypadku też nie było. Proces trwał cztery lata. W zeszłym roku dał srebro i trzy czwarte miejsce w mistrzostwach świata.

 

- W przygotowaniach zmieniliśmy tylko formę treningu; z tej dużej objętości, która zawsze w trzecim roku olimpijskim dominuje, na trening bardziej intensywny, charakterystyczny dla zawodów olimpijskich. Nic byśmy nie zmieniali. Chcemy w Rio osiągnąć cztery finały, a jeśli się jest w czterech finałach, to znaczy, że są szanse na zdobycie czterech medali olimpijskich – kontynuuje trener wyróżniony w zeszłym roku przez PKOl za pracę z kobietami.

 

Forma już życiowa, ale nie szczyt

 

Mimo, iż do pierwszego startu w Rio pozostały dziewczynom równo dwa tygodnie, ich forma już jest życiowa.

 

- Grupa jest zaawansowana stażem treningowym. Mimo to cała drużyna osiągnęła rekordowe wyniki w testach fizjologicznych, w testach mocy maksymalnej. Słupki poszybowały mocno w górę. W przypadku Marty były to rekordy jak do tej pory niespotykane w polskim kajakarstwie kobiet. Komentarz doktora Sitkowskiego był krótki: cała drużyna, ta która była w Londynie, jest zdecydowanie lepiej przygotowana pod kątem fizjologicznym niż cztery lata temu – zdradza Kryk.

 

- Pobiłam własny rekord, który pierwszy raz miałam pięć lat temu i on już się wydawał nie do pobicia. Doktor Sitkowski, jak zobaczył wynik powiedział: „Boże Marta,  za chwilę będziesz mogła z chłopakami konkurować!” – mówi z szerokim uśmiechem aktualna wicemistrzyni świata Marta Walczykiewicz.

 

A to jeszcze nie jest szczyt możliwości.

 

- Myślę, że na tę chwilę jest dobrze, nie powiem, że bardzo dobrze, bo tak  będzie za chwilę w Portugalii – tłumaczy Walczykiewicz, która złoto igrzysk już ma, ale na razie tych europejskich.

 

Dopingowy skandal? Ich nie interesuje

 

- Docierają do nas różne informacje, są to też odmienne informacje, więc tak naprawdę, kto wystartuje, a kto nie wystartuje okaże się w Rio. Nie nastawiamy się na to, że nasze rywalki gdzieś odpadną – puentuje dwukrotna medalistka igrzysk olimpijskich – srebrna w Pekinie i brązowa w Londynie – Beata Mikołajczyk.

 

- Uważam tak samo jak dziewczyny, że nie ma to żadnego znaczenia. Jeśli mamy jechać tam i zdobyć medale, to trzeba się ścigać ze wszystkimi; i z Węgierkami, i z Białorusinkami i z Niemkami... – kontynuuje Kryk.

 

Najważniejsza i tak będzie głowa

 

Zawodniczki i trener nie tylko w tym temacie są w stu procentach zgodni. Świetna forma sportowa do zdobywania medali olimpijskich może okazać się niewystarczająca.

 

- Uważam, że zadecyduje głowa i emocje, które też są opanowane przez zawodniczki. Zawody prawie takie same, jak każde inne, tylko na ośmiu torach i raz na cztery lata. I trzeba sobie tylko z tym poradzić. Wierzę, że będzie dobrze – twierdzi trener.

- Już wiem, że nie można brać do siebie słów dziennikarzy oraz wszystkich analityków i statystyków, którzy gdzieś tam typują faworytów do medali. Myślę, że od momentu finału w Londynie do teraz dojrzałam głową do tego. Wiem, że to będzie główny czynnik wpływający na to, żeby się dostać do finału, a w finale już walczyć z najlepszymi – dodaje Marta Walczykiewicz.

Po celach artykułowanych przez zawodniczki wyraźnie słychać, że praca mentalna też została wykonana na 100%.

 

- Na pewno jadę do Rio spełnić swoje marzenia, a moim marzeniem jest przeżyć najpiękniejszy bieg w swojej karierze – wyznaje piąta w Londynie Walczykiewicz.

 

- Chcemy, żeby bieg był jak najszybszy, jak najlepszy i żebyśmy były po nim zadowolone i żeby rywalki były ciut słabsze od nas – kończą brązowe w Londynie Karolina Naja i Beata Mikołajczyk.

 

I niech więc tak będzie!