Środki na komary dostali od organizatorów wszyscy uczestnicy igrzysk, także dziennikarze. Spray jednej z marek był włożony do tradycyjnych plecaków. Choć tych nie dostali tym razem wszyscy. Organizatorzy oszczędności szukają bowiem wszędzie.

 

Komarów spotkać jest trudno, ale wszyscy są już tak przewrażliwieni, że nawet jak ich nie ma, rozglądają się wokół i na wszelki wypadek od czasu do czasu je odganiają. Bo przecież nawet jak ich nie widać, to gdzieś muszą być. Dlatego też od czasu do czasu po prostu wyciągają repelenty i się nimi opryskują.

 

Zapach sprayów przeciwko owadom unosi się wszędzie – w salach konferencyjnych, centrum prasowym, autobusach i na obiektach sportowych. W trakcie treningów wolontariusze jednak są czujni i od razu reagują w momencie, jak ktoś zaczyna ich używać. W pomieszczeniach zamkniętych, tam gdzie przebywają sportowcy, należy uważać.

 

Nie ma też najmniejszego problemu z zakupem takich środków. W każdym sklepie jest wydzielona specjalna strefa, w której aż roi się od repelentów.

 

W polskiej ekipie wszyscy zostali dokładnie przeszkoleni. Polski Komitet Olimpijski wraz z misją medyczną na kilka miesięcy przed wylotem uruchomili specjalną platformę, dzięki której można było się dowiedzieć o wszelkich zagrożeniach chorobowych w Brazylii, a także jak im zapobiegać. Został wdrożony także program szczepień, z którego skorzystała większość sportowców.

 

Wirus Zika, który wykryto w 1947 roku w Ugandzie, wywołuje m.in. mikrocefalię u noworodków, a płód przejmuje wirusa od matki. Dlatego szczególnie groźny jest dla kobiet w ciąży i starających się o dziecko.

 

Znacznie bardziej groźna wydaje się być dla sportowców Denga. Objawia się jak grypa – pojawia się gorączka, ból głowy, mięśni i stawów, często towarzyszy temu także wysypka.