Zdania na temat profilów piłkarzy w mediach społecznościowych są podzielone. Jedni nie widzą w tym nic złego, jeśli wszystko jest poparte ciężką pracą na treningach oraz podczas spotkań, podczas gdy drudzy są temu całkowicie przeciwni, uzasadniając to tym, iż zawodnik nie potrafi zachować odpowiedniej koncentracji. Kibice też nie mają nic przeciwko, chyba że ktoś nagle obniży swój piłkarski poziom... Wtedy nie ma zmiłuj.

Jeśli jednak piłkarz ma konto na - powiedzmy - Twitterze i sam je prowadzi, zdarza się przecież, że wpisy publikują osoby trzecie, to i tak nie gwarantuje to sukcesu. Jasne, liczba obserwujących będzie spora, bo przecież chodzi o osobę publiczną, ale niektórym to nie wystarcza. Wstawianie ciągle tych samych formułek, że mecz był udany, dziękujemy za wsparcie i następnym razem też powalczymy o trzy punkty dawno już przejadło się fanom. Pośród takich "robotów" - tak ich nazwijmy - są na szczęście bardzo kreatywni użytkownicy, którzy dzięki swojej otwartości potrafią zdobyć serca kibiców w ekspresowym tempie.

W Polsce mamy Marcina Krzywickiego, który wręcz zrewolucjonizował Twittera. Jego wpisy zawsze cieszą się dużą popularnością wśród kibiców czy też dziennikarzy, bo on po prostu jest sobą. Kreatywny, błyskotliwy - długo można by wymieniać... Ostatnie tygodnie wyłoniły również jego zagranicznego odpowiednika. Jest to nowy nabytek Chelsea reprezentujący Belgię...

Mowa oczywiście o Michym Batshuayiu. Napastnik, z którego nazwiskiem ma problem większość osób, po transferze do Chelsea stał się prawdziwą maszyną medialną. Wszystko dzięki wcześniej wspomnianej otwartości, bo Belg - w przeciwieństwie do innych topowych piłkarzy - nie pozostaje obojętny na komentarze kibiców, z którymi bardzo często wchodzi w interakcję. Nie publikuje postów ze śniadaniem jednego dnia, by kolejny wrzucić za tydzień, kiedy drużyna wygra mecz towarzyski lub coś w tym stylu. Jest naturalny, a naturalność to w tych czasach pierwszy i najważniejszy krok do zdobycia serca kibica.

A skoro pisaliśmy o problemach z wymową jego nazwiska, to wątpliwości spróbował rozwiać sam piłkarz:

Jeden musi pracować, by drugi miał wolne? Proszę bardzo: my sobie spokojnie śpimy, a oni trenują!

W trakcie okresu przygotowawczego komentatorzy mieli spore problemy w odrożnieniu Belga od choćby Nathaniela Chalobaha. To bardzo rozbawiło obu zawodników, którzy postanowili dać małą wskazówkę wszystkich, wstawiając wspólne zdjęcia. Kiedy jednak Batshuayi dowiedział się, że mylono go również z Loikiem Remym, Cristianem Cuevasem czy Mattem Miazgą, nie mógł się powstrzymać.

W poniedziałek Chelsea zagrała pierwszy oficjalny mecz w tym sezonie, pokonując na własnym stadionie West Ham United 2:1. Batshuayi wszedł na boisko w 85. minucie a już 180 sekund zaliczył asystę przy zwycięskiej bramce Diego Costy. To była wzorowa współpraca dwóch napastników - Belg zgrał piłkę głową, a jego partner wpakował ją do siatki strzałem z dystansu. Jak jednak przyznał później na Twitterze kibice nie powinni spodziewać się takich zagrań w przyszłości...

Prawdziwą furorę zrobił za to ten wpis:

Przyznajcie, ilu piłkarze zdobyłoby się na odpowiedź na coś takiego?

Michy Batshuayi jest na najlepszej drodze do zostania twitterową legendą, choć o obowiązkach boiskowych nie powinien zapominać. Patrząc na jego zaangażowanie trudno jednak sugerować, że może tak się stać.