Opiekun polskich siatkarzy ma w przyszłym tygodniu zaprezentować władzom Polskiego Związku Piłki Siatkowej raport po igrzyskach w Rio i nieudanym sezonie reprezentacyjnym. Na 13 września zaplanowano posiedzenie zarządu PZPS, na którym ma dojść do głosowania na temat przyszłości  Stephane Antigi i jego asystenta Philippe Blaina. Sami zainteresowani deklarują  gotowość przedłużenia umowy i kontynuowania pracy z biało-czerwonymi. Antigę popiera większość kibiców, ale już wśród działaczy i ekspertów przeważają opinie dla dotychczasowego opiekuna reprezentacji niekorzystne.

 

Zwolennicy Antigi przypominają, że jest on trenerem wciąż jeszcze aktualnych mistrzów świata. Przeciwnicy wyliczają kolejne imprezy, które po zakończeniu siatkarskiego mundialu przegrał.


Wyniki

 

Ligę Światową 2015 Polacy zakończyli na czwartym miejscu, po trzech porażkach z rzędu w turnieju finałowym (2:3 z Serbią, 2:3 z Francją i 0:3 z USA).

 

W Pucharze Świata biało-czerwoni wywalczyli co prawda miejsce trzecie, nie dało ono jednak awansu na igrzyska. Niby medal prestiżowej imprezy jest, ale przecież nie sam turniej, ale zdobycie paszportu na olimpiadę było celem wyprawy do Tokio. Pamiętajmy, że mający zapewniony start na igrzyskach Brazylijczycy w ogóle się w Japonii nie pojawili.

 

Po dziesięciu wygranych meczach z rzędu, w ostatnim spotkaniu z Włochami Polacy musieli ugrać dwa sety. Mecz zakończył się porażką 1:3... Można powiedzieć: pech, ale dla krytyków Antigi  kolejny przykład kluczowego meczu, którego prowadzona przez niego drużyna nie była w stanie wygrać. Być może właśnie to spotkanie było najważniejszym meczem w "pomundialowej" selekcjonerskiej przygodzie Antigi. Ta porażka w pewien sposób zdeterminowała dalsze losy drużyny, która zamiast już we wrześniu 2015 roku świętować olimpijski awans, musiała jeszcze rozegrać dwa mordercze turnieje w styczniu i maju roku następnego. Łącznie aż 23 spotkania w drodze do Rio.

 

Nie zdążyły jeszcze opaść emocje straconej w Pucharze Świata szansy, a biało-czerwoni wyruszyli na kolejną imprezę - mistrzostwa Europy. Tu pojawiają się kolejne zarzuty pod adresem selekcjonera, który kurczowo trzymał się, zmęczonej przecież występami w Tokio drużyny i przed wyprawą do Bułgarii nie dokonał w składzie żadnych roszad. Być może zmęczenie zawodników zadecydowało o tym, że turniej zakończył się dla Polaków sensacyjną porażką ze Słowenią w ćwierćfinale.

 

Początek 2016 roku to rozegrany w Berlinie turniej kwalifikacyjny do igrzysk w Rio, na którym - dla odmiany - szczęście uśmiechnęło się do biało-czerwonych. W półfinale przegrali co prawda bezdyskusyjnie, 0:3 z Francją, ale dramatyczny mecz o trzecie miejsce z gospodarzami zakończył się zwycięstwem (16:14) w tie-breaku. To dało nie tyle przedłużenie nadziei, co ogromną szansę na wywalczenie awansu: w majowym turnieju w Tokio z ośmiu startujących ekip, aż cztery miały wywalczyć przepustkę do Rio. Mistrzowie świata tym razem wykorzystali okazję i bez większych kłopotów zdobyli upragnioną kwalifikację, musieli jednak tuż po zakończeniu ligowego sezonu odbyć daleką podróż do Japonii i rozegrać siedem kolejnych spotkań.

 

Bilans Ligi Światowej 2016 był fatalny: 4 zwycięstwa - 7 porażek. Polacy, jako gospodarze, mieli zapewniony awans do Final Six, więc kolejne porażki w pierwszej fazie przeszły bez większej krytyki. Ciężko nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że w tej sytuacji Antiga miał komfort pracy i właściwie nie był rozliczany z wyników osiągniętych między majowymi kwalifikacjami, a igrzyskami. Mógł rotować składem i eksperymentować do woli.  Czy w pełni wykorzystał tę szansę?  Nawet słaby występ na turnieju finałowym w Tauron Arenie Kraków tłumaczono przygotowaniami do turnieju olimpijskiego.

 

Przed wylotem do Rio, jak i już na samych igrzyskach zapowiadano zdobycie medalu.

 

"Widzę w drużynie ogromną motywację do pracy oraz gry i wielką chęć odniesienia w Rio sukcesu. W ciągu dwóch tygodni forma wszystkich pójdzie do góry. Moi zawodnicy w igrzyskach dadzą z siebie wszystko. Sportowej motywacji im nie zabraknie. Chcą wygrywać" - mówił trener przed wyprawą do Brazylii.

 

"Jesteśmy tutaj, by zdobyć medal(...). Ogólnie jako drużyna prezentujemy się bardzo dobrze, ale jeszcze nie osiągnęliśmy maksimum. Mam pewność, że moi siatkarze są w stanie wygrać ćwierćfinał. Poświęciliśmy Ligę Światową, by być teraz w formie i widzę, że się udało" - stwierdził Antiga już na igrzyskach, a Michał Kubiak sprecyzował, jakiego koloru ma być ten krążek:

 

"Nie przyjechałem tu grać, ale wygrać. Nadal mówię, że przyjechaliśmy tu zdobyć złoty medal i nie ważne, przeciwko komu będziemy grać  - to nie ma dla nas znaczenia. Aby zdobyć złoto musisz pokonać wszystkich. Łatwo mówi się takie rzeczy, a trudniej je wykonać, ale biorę pełną odpowiedzialność za to, co mówię. Dla mnie to coś, o czym marzyłem od dziecka. Teraz nadszedł ten czas" - zapowiadał kapitan reprezentacji.

 

Niestety, start w Rio zakończył się kolejną porażką, a szumne zapowiedzi nie miały racji bytu w starciu z brutalną rzeczywistością. W walce o czołową czwórkę Amerykanie obnażyli słabości polskiego zespołu i pewnie wygrali 3:0...

 

Decyzje

 

Decyzje kadrowe podejmowane przez selekcjonera w ostatnim czasie znalazły wielu krytyków. Chodziło przede wszystkim o brak powołania na olimpijski turniej dla Marcina Możdżonka, który niejednokrotnie udowadniał swą przydatność do reprezentacji, wchodząc na parkiet w kluczowych momentach spotkań. Tak było choćby podczas majowego turnieju kwalifikacyjnego w Tokio.

 

Po igrzyskach decyzje personalne podjęte przez Antigę skrytykował również prezes związku Jacek Kasprzyk:

 

"Dla nas to porażka. Można się zastanawiać, czy pewnych rzeczy nie dało się zrobić inaczej. Nie wiem, czy zasadne było ciągnięcie Mateusza Miki, aby leczył się na zgrupowaniach. Może trzeba było postawić na kogoś w pełni zdrowego. Zabrakło też w kadrze mentora, takiego jak Tietiuchin w Rosji czy Priddy w USA. Możdżonek? Tak, byłby najstarszy w drużynie, ale nie został zabrany" - mówił sternik PZPS w rozmowie z "Super Expressem".

 

Czy inny dobór środkowych (np. powołanie Możdżonka, zamiast powracającego po kontuzji Piotra Nowakowskiego), odmieniłby losy biało-czerwonych na tym turnieju? Kto miałby zająć miejsce Miki, który mimo wahań formy w ostatnim czasie, niejednokrotnie udowadniał swą przydatność do drużyny? Krytyki związanej z olimpijską selekcją dotyczył również sposób komunikacji decyzji kadrowych, zdaniem wielu mało delikatny, czyli zarzucana Antidze fatalna forma rozstania z Piotrem Gackiem, a także odstrzelenia z kadry Artura Szalpuka i wspomnianego Możdżonka.

 

Warto przypomnieć, że decyzje personalne selekcjonera budziły kontrowersje już przed mistrzostwami świata, skreślenie z mundialowej ekipy Bartosza Kurka było zaskoczeniem dla większości kibiców. Niemałą niespodzianką było wówczas również odkurzenie i przywrócenie do reprezentacji Mateusza Miki. Tamte posunięcia były strzałem w dziesiątkę, być może wówczas kibice uwierzyli w nieomylność Francuskich szkoleniowców, być może uwierzyli również w nią sami zainteresowani.

 

W kolejnym sezonie Antiga porozumiał się z Kurkiem, który stał się kluczowym zawodnikiem reprezentacji, pojawiały się jednak kolejne kontrowersje. Sympatycy siatkówki pytali o takie nazwiska jak pomijani przez trenera Zbigniew Bartman i Łukasz Żygadło czy choćby Jakub Jarosz - skreślony po dobrych występach w meczach Ligi Światowej w Teheranie. Antiga znów jednak potrafił zaskakiwać również pozytywnie, powołując do kadry, znanego bliżej chyba tylko największym koneserom ligowej siatkówki, Mateusza Bieńka z Effectora Kielce.

 

Największym zadaniem Antigi po mundialu było znalezienie następców dla największych tuzów złotej drużyny: Michała Winiarskiego, Mariusza Wlazłego i Pawła Zagumnego. Problemem było zwłaszcza zastąpienie tego ostatniego. Selekcjoner korzystał właściwie z dwóch rozgrywających: Fabiana Drzyzgi i Grzegorza Łomacza; trzecim, wykorzystywanym jedynie incydentalnie był Paweł Woicki. Początkowo numerem jeden był zawodnik Resovii, później pierwszeństwo przypadło Łomaczowi, ale widać było że nie spełniali oni oczekiwań. Antiga liczył jeszcze na powrót Zagumnego, powoływał go do szerokiej kadry, w trakcie ligowych potyczek sondował jego aktualną formę, ale ostatecznie nie udało się namówić doświadczonego zawodnika do powrotu. Nie udało się również nakłonić do kontynuowania reprezentacyjnej kariery najlepszego polskiego siatkarza ostatnich lat - Mariusza Wlazłego. Z kolei Michał Winiarski wraca do optymalnej dyspozycji po ciężkiej kontuzji i praktycznie straconym sezonie.

 

Powstaje więc pytanie, czy latem 2016 roku Antiga miał materiał, z którego mógł stworzyć zespół na miarę złotego medalu igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro, czy też medalowe zapowiedzi brakiem właściwej oceny możliwości tej drużyny? Zdaniem wielu ekspertów w tej kadrze brakowało indywidualności. Można zadać pytanie, których siatkarzy reprezentacji Polski na turniej w Rio można umieścić w najlepszej trójce, czy nawet piątce zawodników na danych pozycjach na świecie w ostatnim sezonie? Pawła Zatorskiego? Może jeszcze Bartosza Kurka i Michała Kubiaka? Reszcie z różnych względów daleko było ostatnio do klasy światowej...

 

Trudno w tej sytuacji nie zgodzić się ze słowami Kurka wypowiedzianymi w czasie turnieju kwalifikacyjnego w Berlinie:

 

"Drużyna mistrzów świata już nie istnieje. Nie ma już bowiem paru zawodników, którzy stanowili o ich sile i grali w niej pierwsze skrzypce. Nam jeszcze trochę do nich brakuje..."

 

Następcy

 

Jak to często bywa, po nieudanym turnieju rozpoczęło się rozdzieranie szat i szukanie winnych. Działacze zarzucali Antidze, że pozwalał podopiecznym na zbyt wiele, był "dobrym wujkiem" zamiast w odpowiednim momencie walnąć pięścią w stół, czy zwyczajnie ochrzanić. Być może dlatego wśród potencjalnych następców Francuza wymienia się trenerów znanych z twardych metod kierowania drużyną. Wśród kandydatów wymienia się Bułgara Radostina Stojczewa (nieoficjalnie mówi się już o jego wizycie w stolicy Polski) i Włocha Ferdinando De Giorgi, który w ubiegłym sezonie wywalczył z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle mistrzostwo kraju. Antiga od wielu lat mieszka w Polsce, zdążył więc dobrze poznać realia polskiej siatkówki. Jeśli działacze będą się kierować tym kryterium to większe szanse ma De Giorgi. Nikt z polskich trenerów nie jest raczej brany pod uwagę, ciężko o odpowiedniego kandydata. Wystarczy spojrzeć na tabelę poprzedniego sezonu PlusLigi: cztery z pięciu czołowych ekip prowadzili obcokrajowcy, jedynie trener Resovii - Andrzej Kowal (wymieniano jego nazwisko podczas wyboru selekcjonera w 2013 roku, później prowadził kadrę B) jest Polakiem. 

 

Antiga ujął fanów siatkówki swą sympatyczną osobowością. Przeglądając opinie kibiców reprezentacji Polski, również na stronie Polsatsport.pl, bronią go często emocjonalne wpisy w rodzaju:

 

"Powinien dalej trenować naszą drużynę siatkarską, bo bez niego to już nie będzie ta sama drużyna!!!", "Zostawmy Stefana i drużynę w spokoju! Niech trenują i grają jak najwięcej, a efekty przyjdą. Siatkówka to sport dla cierpliwych", "Popieram wszystkich, którzy są za Stefanem!!! Czy my umiemy tylko zmieniać???", "Faktem jest że Stephan jest młody, ale to tylko na korzyść. Dobry kontakt z zawodnikami, świeże pomysły! Ogólnie jest kreatywny... Moim zdaniem, nie powinni zmieniać trenera, bo jest genialny", "Super trener, drużyna którą stworzył gra najpiękniejszą siatkówkę ,tyle meczów wygrali. To głupie zasady FIVB doprowadziły że potknęli się na jednym meczu z Ameryką I za to ich wywalać. Lepszego od Antigi nie ma, to wizjoner mistrz Za wszystkie mecze wzruszenia. DZIĘKUJEMY. ZOSTAWCIE NAM ANTIGĘ"... 

 

O dalszych losach obecnego opiekuna biało-czerwonych zadecydują włodarze PZPS, którzy po wysłuchaniu "Raportu z Rio" podejmą decyzję na temat dalszych losów Stephane Antigi na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski.