Zajście opisał brazylijski dziennikarz zajmujący się siatkówką - Bruno Voloch, natomiast do sieci nie dostało się jeszcze żadne nagranie wideo. Dantejskie sceny rozegrały się podczas ligowego meczu pomiędzy Caramuru Volei i Sao Bernardo, które zakończyło się wygraną tych drugich 3:2. Tym samym goście odnieśli pierwsze zwycięstwo w piątym meczu sezonu, a ich rywale wciąż pozostali bez triumfu w lidze.

Po meczu nie mówiło się jednak o sportowych emocjach, a o bójce, jaka miała miejsce po zakończeniu starcia. Już w trakcie spotkania trenerzy - Douglas Chiarotti z Sao Bernardo oraz Fabio Sampaio z Caramuru Volei zażarcie się kłócili, nie przebierając przy tym w słowach (także tych niecenzuralnych). Jakby tego było mało zarządzili "ustawkę" po meczu, by za sprawą pięści wyjaśnić sobie wszystkie wątpliwości!

Chiarotti, który jest byłym reprezentantem Brazylii, nie uczestniczył jednak od początku w mordobiciu, ponieważ po ostatniej akcji zaczął podpisywać zdjęcia fanom. Gdy dowiedział się, że Sampaio znalazł sobie przeciwnika w osobie asystenta trenera Sao Bernardo i to z nim wymienia ciosy i kopniaki, szybko udał się jednak pod szatnię, gdzie dołączył do scysji. Całe zajście miało być opisane przez komisarza zawodów w oficjalnym protokole.

Na szczęście do akcji szybko wkroczyła policja, która rozdzieliła krewkich szkoleniowców. - Jeśli policja nie pomogłaby nam po meczu, mogłoby być o wiele gorzej. Nasza szatnia została zaatakowana po zakończeniu spotkania, a ochrona nie była przygotowana na taki scenariusz. Ich sztab szkoleniowy musi zostać ukarany - miał powiedzieć po meczu Chiarotti, którego drużyna występowała w starciu z Caramuru Volei w roli gościa.

Wydaje się jednak, że kara dosięgnie obu stron konfliktu...