Z polskiego podwórka wiemy, że kobiety radzą sobie raz lepiej, raz gorzej (słynna sprawa wykluczenia Legii Warszawa z Ligi Mistrzów). Na scenie zagranicznej także zdarzają się dziwne, choć może nie aż tak drastyczne, przypadki jak choćby słynne wystąpienie Delii Smith - jednej z udziałowców Norwich City, które przypominane jest do dzisiaj. Sama zainteresowana raczej wolałaby o tej całej sytuacji zapomnieć...




W takiej roli Marina Granovskaia nie pojawiła się - i znając jej podejście do błysku fleszy i kamer - raczej się nie pojawi. To kobieta pełna tajemnic, działająca raczej z ukrycia. A to wychodzi jej znakomicie, bo od momentu, kiedy tylko weszła do zarządu Chelsea, finanse tego klubu, znanego raczej z szastania pieniędzmi, wyraźnie się poprawiły. A to przecież nie są jedyne jej zalety...

Tak naprawdę trudno wiedzieć o niej coś więcej, bo poza krótkim opisem na oficjalnej stronie Chelsea FC, informacji jest jak na lekarstwo. Granovskaia to pół-Rosjanka, pół-Kanadyjka, choć urodziła się w Rosji. W szkole nie wyróżniała się niczym szczególnym - ba, jeden z nauczycieli przyznał, że była raczej szarą myszką i nie potrafi wskazać jakiegoś przebłysku jej geniuszu.

Młoda Marina studiowała na Moskiewskim Uniwersytecie Państwowym, zajmując się głównie muzyką i tańcem, gdyż oferty sportowej raczej tam nie było. To jej nie przeszkadzało, bo w 1997 roku w cuglach zakończyła edukację i od razu zaczęła pracę w Sibneft - koncercie naftowym... Romana Abramowicza. Jest więc nim związana już od 20-stu lat, a sam oligarcha zapewne nie żałuje nawet jednego dnia! Również dzięki jej świetnej pracy i radom, w 2005 roku odsprzedał Sibneft Gazpromowi. Granovskaia do perfekcji opanowała świat futbolu i stała się naprawdę twardym graczem.

Nie bez powodu cieszy się tak dużym zaufaniem Abramowicza. Kiedyś John Terry przyszedł na spotkanie z nią w celu przedłużenia kontraktu. Dla niej bez znaczenia było to, że naprzeciwko siebie ma legendę klubu, którą kochają wszyscy fani - nie przebierając w słowach, powiedziała, że albo bierze to, co jej proponuje, albo może pakować walizki. Jej rola wzrosła w 2010 roku, kiedy zastępowała właściciela na różnych spotkaniach i była wsparciem dla zarządu dyrektorów oraz w 2013 roku, kiedy sama wkroczyła do zarządu, gdzie odpowiada za wszelkiego rodzaju transakcje. To ją często widzicie na zdjęciach z radosnymi piłkarzami podpisującymi kontrakt.

To dzięki jej silnej woli i układom do Chelsea wrócił Jose Mourinho. Portugalczyk jest raczej pamiętany z tego, że kompletnie zawalił miniony sezon, lecz warto też przypomnieć to, że wcześniej ponownie wprowadził klub na szczyt Premier League. A nie byłoby jego powrotu, gdyby nie Granovskaia, która była w stanie przekonać Abramowicza. Cały czas była w kontakcie z Mourinho i wykorzystała szansę, gdy tylko Rosjanin nie mógł ściągnąć szkoleniowca swoich marzeń - Pepa Guardioli.

 

Była także "zamieszana" w choćby transfer Diego Costy - latała z Londynu do Madrytu, byle tylko dopiąć wszelkie szczegóły. To ona prowadziła rozmowy - jak się okazało skuteczne - z Antonio Conte. Także ona wynegcjowała 60 milionów funtów, jakie Shaghai SIPG zapłaciło za Oscara. To ona była odpowiedzialna za nawiązanie współpracy z Vitesse Arnhem, często pojawiając się na meczach tego klubu.

To także dzięki jej zdolnościom, w przyszłym sezonie w klubie zajdą spore zmiany - oczywiście na plus. Chelsea od jedenastu lat była związana kontratem sponsorskim z Adidasem, który rocznie płacił "The Blues" 30 milionów funtów. Granovskaia porozmawiała więc z Nike i... wynegocjowała dwa razy lepszą umowę. 60 milionów funtów za rok to najlepsza umowa w historii klubu, a 40 milionów odszkodowania wydaje się całkiem błahą sprawą...

Poza sportem świetnie odnajduje się także w innych sprawach biznesowych. Jeśli coś jej się podoba, to można być pewnym, że będzie w stu procentach skoncentrowana, by było to możliwie jak najlepsze. Tak było choćby z restauracją Sumosan, która jest dostępna w Moskwie i Londynie, a aktualnie jej dania są obecne w strefie VIP na Stamford Bridge. Jak twierdzi szef kuchni Bubker Belkhit, Granovskaia jest niesamowitą osobą, która potrafi rozwiązać każdy problem. Do tego jest stałym bywalcem w jego restauracji, a dzięki jej słowom często przychodzili tam również Didier Drogba czy Juan Mata.

- Jest siłą Chelsea. Abramowicz ufa jej bezgranicznie, a ona sama nie chce być celebrytką - mówiło źródło związane z Granovskaią. Dla oligarchy to kolejny powód, by powierzać jej istotne sprawy, bo przypomina mu jego samego. Ona także nie lubi rozgłosu. Wcześniej wspomniane wynegocjowanie umowy z Nike przyczyniło się do tego, że Granovskaia ma być ściśle powiązana z transferową listą życzeń Antonio Conte, a znając jej skuteczność, fani "The Blues" mogą spać spokojnie.