Rok temu cały świat obiegły zdjęcia małego Afgańczyka, który był ubrany w torebkę foliową z namalowanym nazwiskiem Lionela Messiego i numerem dziesięć. Pięciolatek później otrzymał autentyczną koszulkę, a nawet spotkał swojego idola. W pierwszych dniach maja okazało się, że fotografia, która miała przynieść Murtazie spełnienie dziecięcych marzeń, pozbawiła go rodzinnego domu. Ze strachu przed Talibami, a także porywaczami ludzi dla okupu rodzina Ahmadich uciekła z Afganistanu do Pakistanu. PRZECZYTAJ WIĘCEJ

 
Ta historia pokazuje, jak bardzo dramatyczna jest wciąż sytuacja w Afganistanie, o czym również przekonały się zakochane w piłce nożnej kobiety, których prawa pod panowaniem Talibów uległy drastycznemu ograniczeniu.

 

Podczas gdy Talibowie wprowadzili zakaz uczestniczenia kobiet w jakichkolwiek wydarzeniach sportowych i przychodzenia na stadiony (gdzie również odbywały się masowe egzekucje), Khalida Popal nie zamierzała zaprzestawać gry w piłkę.

W Afganistanie wciąż byli ludzie z talibską mentalnością. Nie mogli przyjąć do świadomość faktu, że kobieta gra w piłkę.

W futbolu zakochała się w 2004 roku. Wówczas 16-letnia Afganka grała po kryjomu wraz z koleżankami na szkolnych boiskach. To wywołało ogromne poruszenie i szykanowane dziewczynki musiały szukać nowego miejsca. Znalazły je w placówce NATO.

 

Zainteresowanie tym sportem wrosło na tyle, że Afgańska Federacja Piłkarska powołała w 2007 roku drużynę narodową, której promocją głównie zajmowała się Popal.

 Raz jedna dziewczynka mi powiedziała, że dzięki wspólnej grze zyskała ogromną siłę. Zdołała powiedzieć rodzicom, że nie zamierza wyjść za mąż, a chce pójść na studia. Wówczas zrozumiałam, że mam moc, że muszę jej używać, aby kobiety w moim kraju zyskały więcej praw - powiedziała CNN Popal.

Niestety nie wszyscy byli tego samego zdania. Afgance grożono śmiercią i aby jej uniknąć, musiała opuścić swój rodzinny dom. W 2010 roku uciekła z kraju.

Nigdy nie zapomnę tego dnia. Stało się to tak szybko. Musiałam zostawić wszystko, aby ocalić swoje życie. Nie mogłam nawet się z kimkolwiek pożegnać, nie mogłam powiedzieć, aby byli silni.

Po dwóch miesiącach życia w podziemiach ostatecznie trafiła do Danii, gdzie uzyskała odpowiednią pomoc. Dopiero pół roku temu dotarła do niej rodzina. Choć Popal jest bezpieczna i szczęśliwa, to dla niej jeszcze nie koniec.

Na razie mogę wspierać mój kraj z zewnątrz. Wiem jednak, że pewnego dnia wrócę i zrobię znacznie więcej - zapowiada Popal.