Sporty walki

Pindera: Bitwa o Meksyk

Meksyk wstrzyma oddech, to pewne, tak samo jak to, że będą grzmoty. I zagwarantują je również aktorzy drugoplanowi, jakim w T-Mobile w Las Vegas będą mocno bijący Matthysse i Lemieux.

 

Zacznijmy od tego drugiego, bo ostatnio ma dobrą passę. 28 letni David Lemieux (37-3, 33 KO) zmierzy się z o rok starszym Meksykaninem Marcosem Reyesem (35-4, 26 KO) i zapewne potraktuje go tak, jak Curtisa Stevensa, którego zatrzymał już na początku walki, w trzeciej rundzie.

 

Kanadyjczyk  nie uznaje półśrodków i najczęściej nokautuje swoich rywali. Boksuje bardzo agresywnie, nie bierze jeńców. Jego celem jest rewanż z Giennadijem Gołowkinem z którym przegrał przed czasem dwa lata temu.

 

Wierzy jednak, że kiedy spotkają się raz jeszcze, to on będzie górą. Mało prawdopodobne, Kazach to jednak inna półka i nawet jeśli dojdzie do rewanżu z Lemieux, co mało prawdopodobne, to znów wygra. Ale z innymi w wadze średniej Kanadyjczyk może walczyć o zwycięstwa. A Marcosa Reyesa połknie szybko, choć to solidny pięściarz i tanio skóry nie sprzeda.

 

Więcej niewiadomych będzie w walce 34 letniego Lucasa Martina Matthysse (37-4, 34 KO) z Emmanuelem Taylorem (20-4, 14 KO). Argentyńczyk podobnie jak Lemieux gwarantuje solidne grzmoty, gdyż zdecydowaną większość swoich pojedynków kończy nokautami, ale nie wiemy w jakiej formie wróci po długiej przerwie. Karierę zawiesił prawie dwa lata temu, po przegranej (przed czasem) z Wiktorem Postołem, co było sporą sensacją. Ukrainiec wprawdzie nie cieszył się długo mistrzowskim pasem WBC, odebrał mu go, dając przy tym bolesną lekcję boksu Terence Crawford, ale już na zawsze pozostanie w pamięci jako ten, który zatrzymał Lucasa Matthysse.

 

Argentyńczyk w starciu z sześć lat młodszym Taylorem będzie oczywiście faworytem, ale musi pamiętać, że nie jest to chłopiec do bicia. Amerykanin z Maryland wprawdzie czterokrotnie schodził z ringu pokonany (między innymi przez Adriena Bronera), ale były to porażki punktowe.

 

Bardzo interesująca powinna być też walka pomiędzy niepokonanymi chłopakami z Kalifornii, 24 letnim Josephem Diazem Jr (23-0, 13 KO) i o rok starszym Manuelem Avilą (22-0, 8 KO) w wadze piórkowej. Grzmotów takich, jak w pojedynkach z udziałem Matthysse i Lemieux raczej nie będzie, ale dobrego boksu zabraknąć nie powinno, bo to klasowi pięściarze z dużym potencjałem. Szczególnie Diaz Jr, który ma więcej argumentów, by wyjść z tej potyczki wygranym.

 

Te trzy walk, to oczywiście przystawki do dania głównego, jakim będzie meksykańska wojna Alvareza z Chavezem Jr. Obaj zmieścili się w umownym limicie (164,5 funtów), co było katorgą, szczególnie dla drugiego z nich. Teddy Atlas, znany amerykański trener i komentator twierdzi wprawdzie, że emocji wielkich nie będzie, bo „Canelo” szybko znokautuje syna największego z meksykańskich wojowników, Julio Cesara Chaveza Sr, ale nie brakuje też głosów, że czeka go trudniejsze zadanie niż niektórzy myślą.

 

Zainteresowanie walką, szczególnie w Meksyku jest ogromne, ale honoraria głównych aktorów nie powalają: 5 mln USD dla Alvareza i 3 mln dla Chaveza Jr. Jeśli jednak pay per view ( po 70 dolarów) sprzeda się dobrze, to i gaże dla obu pięściarze będą znacznie wyższe.