Tenis

Spacer po kortach Rolanda Garrosa

Tomasz Tomaszewski: Czy pamiętasz kiedy po raz pierwszy przyjechałeś na Roland Garros?

 

Wojciech Fibak: Pierwszy raz przyjechałem tu jako junior, kiedy miałem 18 lat. Zachwyciłem się Roland Garros i chciałem zostać zawodowym tenisistą. Patrzyłem na moich ulubieńców, czyli na Panattę, Nastase. Byli moimi idolemi. Ten cały kolorowy świat, piękni ludzie, otoczka, prasa, zainteresowanie, ta wspaniała dyscyplina sportu, z tym wspaniałym systemem liczenia. Przesiąkłem tym, już wtedy zakochałem się w tenisie i zapomniałem o reżyserii filmowej. Chciałem zostać zawodowym tenisistą.

 

To był wtedy rok 1970...

 

Tak. To był rok 1970. Awansowałem wtedy do ćwierćfinału, pokonałem najlepszego wtedy juniora francuskiego Jeana Francoisa Caujolle'a, który dzisiaj jest dyrektorem wielu ważnych turniejów i ważną postacią we francuskim tenisie. Także mam piękne wspomnienia z tych czasów juniorskich.

 

Jak się odnajdujesz widząc ten nowoczesny, gigantyczny kort? Jak to widzisz: było lepiej wtedy, czy teraz?


Grałem już na tym olbrzymim korcie, gdzie wybiegi miały po 20 metrów. Mam wiele wspomnień z tego miejsca. Mecze z Vilasem, z Gerulaitis, z Panattą, z Noah, wiele, wiele różnych spotkań. Co się zmieniło? Atmosfera Roland Garros jest dalej przy Lasku Bulońskim. Jest kolorowo, świetne jedzenie, piękni ludzie, najpiękniejszy turniej, mój ulubiony. Chyba jako jedyny Polak, który mnie przebił to Adam Królak, który był więcej razy ode mnie na Roland Garros. Tenis też się trochę zmienił. Nadal jest kontynuatorem gry Borga i Vilasa. Z drugiej strony ci wszyscy wielcy z moich czasów powracają. Ivan Ledel w roli trenera Andy'ego Murraya. Becker czy Agassi jako trener Djokovicia. Widzę tu wielu kolegów, wielu znajomych. Co sekundę na kogoś wpadam. Są to piękne wspomnienia i cieszę się, że możemy parę chwil podarować polskim kibicom.

 

Cała rozmowa w zamieszczonym materiale wideo.