Jak powiedział po meczu Laurent Tillie, trener Francuzów ,,Earvin (Ngapeth) był po prostu stratosferyczny w meczu stratosferycznym’’. ,,Czysta magia’’ napisała l’Equipe, czarująca reprezentacja Francji zmistyfikowała wczoraj wielką Brazylię i to przed własną publicznością. Takiego samego Ngapetha powinniśmy zobaczyć za 1,5 miesiąca na polskich parkietach.

- Czy czujecie się gotowi bronić europejskiego tytułu pod koniec sierpnia w Polsce, pyta dziennikarz Le Parisien, kilka godzin przed odlotem narodowego bohatera.

- W tej chwili po nieprzespanej nocy byłoby to bardzo trudne, nasze organizmy są wyczerpane. Ale po dwóch tygodniach wakacji i dobrych przygotowaniach na pewno będziemy mieli coć do powiedzenia.

- Co pan odczuwał zaraz po finale o niesamowitym scenariuszu?

- To było stresujące, raczej napięte. Rozegraliśmy ,,ogromne’’ spotkanie. W końcu emocje tez musiały być ogromne. Mecz odbył się na stadionie pilkarskim, po raz pierwszy, w obecności 23 000 widzów. Wygrać z wielką Brazylią, na jej terenie, to chwila magiczna. Chyba już takich emocji nie przeżyjemy.

- Jak to jest że Francja wygrywa z tak mocnymi zepołami jak Brazylia czy Stany Zjednoczone?

- Znamy się od dawna. To rodzinna historia i to tworzy magię tej grupy.

Został Pan wybrany MVP turnieju. Czy ma pan świadomość bycia jedną z najwiekszych gwiazd światowej siatkówki?

Jak w każdym sporcie zespołowym, kilka glów wystaje. Ale w zespole to nie ten duch dominuje. Nie traktuje się zbyt poważnie, po prostu rozkoszujemy się przygodą, którą tworzymy. Ligę Światową trudniej wygrać niż mistrzostwo świata.

- Jak fetowaliście ten sukces?

- Ponieważ wcześnie rano wylatywaliśmy do kraju podjęliśmy decyzję pozostać w hotelu. Jednak kiedy około 4.30 zadzwonili koledzy z repezentacji Brazylii i Kanady trudno było nie skorzystać z zaproszenia do dyskoteki. Później to już czarna dziura (smiech).