Nadzieje są ogromne. Virtus.pro po profesorsku rozprawiło się z Vega Squadron w pierwszej rundzie krakowskich rozgrywek. Wynik 16:2 pokazał, że Polacy naprawdę mają coś do udowodnienia i choć niemal wszyscy spisali ich na straty – będą walczyć, jak lwy. Niemniej, wschodnioeuropejscy strzelcy byli bezsprzecznie najmniej doświadczoną ekipą z całej stawki. Imponują ich umiejętności strzeleckie, przerażać mogła pewna doza tajemnicy otaczająca formację, ale brak ogrania na tak wielkich imprezach w dużym stopniu faworyzował Jarosława ‘pashęBicepsa’ Jarząbkowskiego i spółkę. Teraz przyszedł czas na rywala równego sobie.

Ale czy ponownie Polakom nie zaczęło sprzyjać szczęście w losowaniu par? Już w samej teorii mogło być dużo gorzej. Podopieczni Jakuba ‘kubena’ Gurczyńskiego nie zostali postawieni przecież naprzeciw SK Gaming czy Astralis, a więc głównych pretendentów do zgarnięcia pucharu. Widmo spotkania się z G2 Esports, które zanotowało świetny powrót podczas konfrontacji z Natus Vincere także malowało się w odcieniach szarości. Cloud9 po ESL One w Kolonii jest na fali, co udowodniło w starciu z North, a BIG jako „czarne konie” zaskoczyło wszystkich, sprowadzając do parteru FaZe. Kto wie, czy Virtusi też nie daliby się im oszukać? Z powyższej wyliczanki to właśnie fnatic - męczące się wczoraj z FlipSid3 Tactics - wydaje się najbardziej odpowiednim rywalem dla Polaków.

Bo Szwedzi, tak jak nasza „Złota piątka” – choć od wielu lat są niekwestionowanymi legendami esportu – ostatnimi czasy zmagają się z ogromnymi problemami. Biało-czerwoni, jak dobrze wiemy, udany turniej wysokiej klasy zaliczyli w Las Vegas, podczas DreamHacka Masters. Fnatic również w tym sezonie kuleje. Po stosunkowo korzystnym ELEAGUE Majorze obudzili się dopiero na niedawno rozgrywanym DreamHacku Open Summer, zgarniając wówczas srebrne medale. PGL Major w Krakowie dla obu sekcji jest więc możliwością do ponownego podkreślenia swojego statusu legend.

Pojedynki Virtus.pro i fnatic zawsze budziły ogrom esportowych emocji
Pojedynki Virtus.pro i fnatic zawsze budziły ogrom esportowych emocji


Jak podkreśla Damian Dąbrowski, niezależny ekspert i dziennikarz esportowy, w dzisiejszym starciu lepsze będzie Virtus.pro.

 

- Fnatic nie jest tą dawną ekipą, która potrafiła nas niszczyć na każdej mapie, na każdym turnieju i wszędzie, gdzie się tylko dało. Są w rozsypce - po części jak Polacy. Od kiedy powrócili do dawnego składu, nic nie potrafią osiągnąć i wygrywaliśmy już z nimi kilkukrotnie na LAN-ie – mówi naszej redakcji.

 

- Po odpadnięciu z ESL One Cologne 2017 widziałem w oczach graczy Virtus.pro chęć zwycięstwa oraz udowodnienia czegoś wszystkim hejterom oraz pseudofanom, którzy wrócą, jak tylko zaczną się sukcesy. Trenowali po wiele godzin – zdradza, dodając jeszcze: - Byłem przez cały dzień na hali i ciągle widziałem ich podczas PCW, bądź myślenia nad nowymi taktykami. Nie widzę innej możliwości, oprócz zwycięstwa Virtus.pro. A zaraz po tym meczu uda nam się wyjść z grupy! Jestem pozytywnej myśli.

Wtóruje mu Olaf Ostrowski, związany z portalem ESPORTNOW, ale prężnie działający także na swoim fanpage’u.

 

- Sądzę, że Virtus.pro ma spore szanse w spotkaniu z fnatic. Upatrywałbym ich w lepszym przygotowaniu taktycznym. Fnatic wydaje mi się być zespołem, który liczy bardziej na swoje umiejętności indywidualne, a to może ich zgubić w starciu z - miejmy nadzieję - rozpędzonym i pewnym siebie Virtus.pro – stwierdza. Podkreśla jednocześnie rangę pojedynku: - Dla wielu jest to pewnego rodzaju mecz, który można nazwać derbami CS:GO. Kiedyś, gdy te formacje mierzyły się ze sobą głównie w półfinałach, Szwedzi byli w niesamowitej formie. Teraz zarówno nasi rodacy, jak i ich dzisiejsi rywale nie potrafią się w pełni obudzić. Wydaje mi się, że większość problemu leży w głowach VP i fnatic. Według Ostrowskiego mecz wygra zespół, który we wczesnym stadium pojedynku zdobędzie przewagę psychologiczną.

Mecz planowo rozpocząć ma się o godzinie 21:30. Anglojęzyczna transmisja dostępna jest na kanale PGL. Za polski komentarz odpowiada natomiast Piotr ‘Izak’ Skowyrski oraz Aleksander ‘vuzzey’ Kłos.