Można mieć różne zdania na temat występu Biało-Czerwonych na mistrzostwach Europy. Ja bym chciał się odnieść do tego, co wydarzyło się nie po pierwszym meczu, ale po mistrzostwach. Przykre było to, kiedy kapitan reprezentacji wychodzi i mówi: "Nie mam sobie nic do zarzucenia". Wychodzi rozgrywający Fabian i mówi: "Jestem z siebie zadowolony, rozegrałem dobry mecz (0:3 ze Słowenią)". Wychodzi trener, który mówi: "Ja nie popełniłem błędu", prezes mu wtóruje: "skoro selekcjoner nie popełnił błędu, ja też nie mam sobie nic do zarzucenia".

Mówię tutaj z własnego doświadczenia: gdy zagrałem dobrze i wypinałem dumnie pierś do przodu po medale, myślałem: "Ja. To ja byłem główną postacią". Ale gdy zajmowaliśmy jedenaste miejsce na mistrzostwach świata, brałem odpowiedzialność na siebie. Moim zdaniem jest to jakaś forma profesjonalizmu...

Byłemu reprezentantowi Polski odpowiedział dyrektor ds. sportu Telewizji Polsat, Marian Kmita: "Prezes Jacek Kasprzyk nie ma z tą porażką nic wspólnego, ponieważ swój zakres obowiązków spełnił i mógł tylko przyglądać się na to wszystko z boku. Selekcjoner, ani zawodnicy nie skarżyli się na nic, więc mogli spokojnie odgrywać swoje role. Część odpowiedzialności spływa na zawodników, bo nie zablokowali, bo zaatakowali w aut. Jednak ta najbardziej globalna spoczywa na trenerze i jego sztabie: nie było siły w drugim secie, nie było pomysłu na kolejną partię itd. To jest oś tej układanki... Tak było, jest i będzie".

 

Cała dyskusja z magazynu Polska 2017 w załączonym materiale wideo.