Przed tym pojedynkiem pisałem, że czekają nas nieuchronne grzmoty i walka zakończy się szybko. A tym, który zada nokautujący cios będzie Dorticos (22-0, 21 KO). Tak też się stało. „The KO Doctor” okazał się skuteczniejszy od Kudriaszowa (21-2, 21 KO), nazywanego „Rosyjskim Młotem”. Sprawdziło się więc stare porzekadło: kto mieczem wojuje, od miecza ginie.

 

Mieszkający w Miami uciekinier z Kuby po prostu miał więcej bokserskich atutów. Był szybszy, lepiej się bronił, a jego lewy prosty torował mu drogę do prostych kombinacji, które okazały się najlepszym lekarstwem na siłacza z Rosji. Mierzący 191 cm Dorticos, mistrz WBA w wersji interim, szybko zrozumiał co jest kluczem do sukcesu: mądrze oddalał się od niebezpiecznej lewej ręki Kudriaszowa i ponawiał ataki swoją prawą.


Kiedy w drugiej rundzie trafił omijając gardę Rosjanina, poszedł za ciosem i uderzył raz jeszcze, gdy ten opuścił nieco swoją lewą rękawicę. Po tej bombie rywal padł jak ścięty na deski, a komentujący ten pojedynek dla rosyjskiej telewizji mój dobry znajomy Władimir Skripko powiedział krótko: To nokaut!


Kudriaszow próbował wstać, ale nie był w stanie kontynuować walki. Nokaut, który od pierwszego gongu wisiał nad ringiem przyszedł szybko. Dorticos obronił tym samym należący do niego pas WBA interim i awansował do półfinału turnieju WBSS (World Boxing Super Series) kategorii junior ciężkiej w którym zmierzy się z lepszym w starciu Krzysztofa Włodarczyka z Muratem Gassijewem, mistrzem organizacji IBF, do którego dojdzie 21 października w Newark.


W drugim półfinale jest już główny faworyt tego turnieju, Ołeksandr Usyk, który 9 września w Berlinie wygrał przez techniczny nokaut z Marco Huckiem. W przyszłym roku rywalem Ukraińca będzie zwycięzca kolejnego ćwierćfinału w którym Łotysz Mairis Briedis zmierzy się z Kubańczykiem Mikiem Perezem. Ten pojedynek już w najbliższą sobotę w Rydze.


Ale wracamy do mistrzów świata, którzy w nocy z soboty na niedzielę obronili swoje pozycje. Zacznijmy od Manchesteru i walki czempiona WBO wagi ciężkiej, Nowozelandczyka Josepha Parkera z Anglikiem Hughie Furym. Niestety nie był to pojedynek godny mistrzowskiego tytułu w tej kategorii. 23 letni, mierzący 198 cm bratanek Tysona Fury’ego, ma szybkie nogi i niewiele więcej. Jest niewątpliwie pięściarzem trudnym do boksowania, ale z takim stylem, bez potężnego uderzenia, nie miałby czego szukać w konfrontacji z takimi mistrzami jak Anthony Joshua, czy Deontay Wilder. A z Parkerem, który nie pokazał w tej walce nic szczególnego przegrał. I nie ma tu pola do dyskusji.


Punktacja 118:110 jest oczywiście zawyżona (powinno być 116:112 lub 115:113 dla Parkera), ale Fury nie ma prawa mieć pretensji, bo nie zasłużył na wygraną. A Parker powinien mieć świadomość, że jest najsłabszym mistrzem wagi ciężkiej. Gdyby Władimir Kliczko wrócił z emerytury, pokonałby go bez większych problemów.


Znacznie ciekawsza i trudniejsza do punktowania była walka w Inglewood, gdzie Jorge Linares (43-3, 27 KO) minimalnie pokonał Luke’a Campbella (17-2, 14 KO) i obronił pas WBA w wadze lekkiej.


Dwóch sędziów punktowało dla mistrza (115:112, 114:113), trzeci dla Anglika (115:113). 32 letni Wenezuelczyk w drugiej rundzie miał złotego medalistę igrzysk olimpijskich w Londynie (2012) na deskach, chciał go znokautować, co sam przyznał, ale nie dał rady.


Trzy lata młodszy Campbell, który toczył drugi pojedynek w USA, powiedział, że cios po którym padł na deski był czysty i precyzyjny, ale go nie zamroczył. Rozciął mu jednak skórę pod okiem i później widział już podwójnie. Mimo to uważa, że był lepszy, i że to on zasłużył na zwycięstwo. Statystyki komputerowe potwierdzają jedynie, że walka była bardzo wyrównana. Campbell zadał 524 ciosy (141 celnych), a Linares 414 (140). Decydujące znaczenie miał ten mocny prawy Linaresa, po którym Anglik był liczony.


Czy w tej sytuacji Luke Campbell może liczyć na rewanż w Wielkiej Brytanii? Mieszkający i trenujący w Japonii mistrz z Wenezueli zapewne chętnie skorzysta z takiego zaproszenia, ale chętniej zmierzyłby się teraz z Mikeyem Garcią (37-0, 30 K) czempionem WBC. Amerykanin meksykańskiego pochodzenia swój ostatni, zwycięski pojedynek stoczył w wyższej kategorii (junior półśrednia) z Adrienem Bronerem i jest gotowy na różne wyzwania.


Myślę, że jego walka z Linaresem byłaby wielkim wydarzeniem, co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości. Stawiałbym w niej na Garcię, choć uwielbiam Jorge „Nino de Oro” Linaresa. Ale przecież wiele lat temu umieściłem Miguela Angela Garcię w swoim rankingu na pierwszym miejscu w wadze piórkowej za rok 2011, choć jeszcze wtedy mało kto wierzył, że będzie aż tak dobrym pięściarzem.