Gortat na parkiecie przebywał 25 minut i trafił cztery z pięciu rzutów z gry oraz spudłował jedyny wolny. Jego dorobek uzupełnia pięć zbiórek.
 
Mavericks na koncie mają dziesięć porażek i są jedną z najsłabszych drużyn tego sezonu. To było ich dopiero drugie zwycięstwo, a pierwsze wyjazdowe. Z Wizards już od lat gra im się jednak wyjątkowo dobrze. W ostatnich ośmiu sezonach Teksańczycy byli górą w 14 z 15 konfrontacji.
 
We wtorek goście nawet przez moment nie przegrywali, a w końcówce trzeciej kwarty ich przewaga wzrosła do 16 punktów. "Czarodzieje" co prawda poderwali się do ataku i zdobyli 14 pkt z rzędu, ale na więcej rywale im nie pozwolili. Przez ostatnie 8.56 min gospodarze swój dorobek powiększyli już tylko o dziewięć punktów i ulegli wyraźnie.
 
"Ciągle mówimy o grze w obronie, ale czas wreszcie na czyny. Na razie w defensywie niczego nie pokazujemy, a jest to niezbędne by odnosić sukcesy w tej lidze. Muszę znaleźć sposób, by moi zawodnicy stali się aktywni w defensywie" - powiedział trener Wizards Scott Brooks. Jego podopieczni w pierwszej kwarcie trafiali ze świetną skutecznością 61 procent, ale na swojej połowie boiska zawodzili.
 
W zwycięskiej drużynie prym wiódł Harrison Barnes, który uzyskał 31 pkt i dziewięć zbiórek. 22 pkt dołożył debiutujący w NBA Dennis Smith Jr. Z kolegów Gortata najlepszy był John Wall - 23 pkt i 14 asyst. 23 pkt miał również Bradley Beal.
 
W tabeli Konferencji Wschodniej Wizards zajmują siódme miejsce. Kolejny mecz rozegrają w czwartek, kiedy we własnej hali zmierzą się z Los Angeles Lakers (5-5). Prowadzą Boston Celtics (9-2), którzy we wtorek odpoczywali.
 
Konferencji Zachodniej z bilansem 8-3 przewodzą Houston Rockets i broniący tytułu Golden State Warriors. Obie ekipy minionej nocy również nie grały.