32-letni Czeczen z Dagestanu ma w pięściach poważne argumenty. Nokautował w karierze amatorskiej, nokautuje również na zawodowym ringu. Stoczył 11 walk, wszystkie wygrał przed czasem. I nikogo nie zdziwi kolejny nokaut, choć 27 letni Koelling to solidny pięściarz. Niemiec ma za sobą ciekawą karierę amatorską, choć bez spektakularnych sukcesów. Ale był na igrzyskach w Londynie i MŚ w Baku, a wcześniej w 2008 roku zdobył srebrny medal I Młodzieżowych Mistrzostw Świata w Meksyku.

Bietierbijew to co innego. Dwukrotnie wygrywał mistrzostwa Europy (2006 i 2010), był mistrzem (2009) i wicemistrzem świata (2007). Brakuje mu tylko medalu olimpijskiego. Przed Pekinem był w bardzo dobrej formie. Rok wcześniej wygrał mistrzostwa Rosji w wadze półciężkiej zostawiając w pokonanym polu Siergieja Kowaliowa (półfinał) i dwukrotnego mistrza świata Jewgienija Makarenkę (finał).

W olimpijskim roku wygrał też turniej Feliksa Stamma  w Warszawie, ale w Pekinie miał pecha. W drugim pojedynku zmierzył się z późniejszym złotym medalistą Zhang Xiaopingiem i zrozumiał, że gospodarzom pomagają nie tylko ściany.

Kto wie, być może stanąłby na olimpijskim podium cztery lata później, gdyby wcześniej nie wpadł na pomysł, że warto poszukać szczęścia w wyższej wadze. I tak dwaj rosyjscy mistrzowie Europy z 2010 roku, Bietierbijew w półciężkiej i Jegor Miechoncew w ciężkiej, zamienili się miejscami. Ten pierwszy przeszedł do ciężkiej, a Miechoncew wrócił po kilku latach do półciężkiej.

W efekcie Bietierbijew dwukrotnie przegrał z Ukraińcem Ołeksandrem Usykiem, najpierw na MŚ w Baku (2011), i na igrzyskach w Londynie (2012). W obu przypadkach 13:17 i wrócił z tych imprez bez medalu. A Miechoncew w Baku miał brąz, a w Londynie złoto.

Być może spotkają się kiedyś na zawodowym ringu, na razie jednak bliższy celu, jakim jest zdobycie mistrzowskiego pasa w wadze półciężkiej jest Bietierbijew. Stawką w jego sobotnim pojedynku z Enrico Koellingiem będzie pas IBF, jeden z trzech pozostawionych przez Andre Warda, który udał się już na sportową emeryturę. Pasy te należały wcześniej do Kowaliowa, który przed laty, w czasach amatorskich dwukrotnie przegrał z Bieterbijewem i z pewnością chętnie wziąłby rewanż.

A przecież jest jeszcze jeden Rosjanin, najmłodszy z nich, 26-letni Dmitrij Biwoł, który już jeden z tych pozostawionych przez Warda pasów (WBA) ma. Co więcej ma talent i ogromne możliwości. Za chwilę waga półciężka będzie mówić po rosyjsku, bo jest też Ukrainiec Aleksander Gwozdyk (brązowy medalista igrzysk w Londynie), który prawdopodobnie sięgnie po pas WBO.

Oczywiście teoretycznie wszystkich może pogodzić Kanadyjczyk Adonis Stevenson, mistrz WBC, ale ma już czterdzieści lat i jego panowanie długo nie potrwa. Nie każdy jest Bernardem Hopkinsem.

Wróćmy jednak do sobotniej walki Bietierbijewa z Koellingiem. Kiedy wyjdą do ringu w kalifornijskim Fresno w nocy z soboty na niedzielę (polskiego czasu) mało kto postawi na Niemca. Jeśli już to tylko hazardziści i jego najbliższa rodzina. Ale Czeczeniec z Dagestanu, od 2013 roku mieszkaniec Montrealu, na pewno go nie zlekceważy, bo wie że Enrico Koelling potrafi boksować. A on musi wykorzystać szansę, którą wreszcie dostał.

 

Transmisja gali z walką Bietierbijew - Koelling w nocy z soboty na niedzielę od godziny 03.30 w Polsacie Sport Extra.