Kapitan Les Bleus odsunął od składu Nicolasa Mahuta, a przecież to z Mahutem Herbert odnosił największe sukcesy wygrywając dwa turnieje wielkoszlemowe, w tym zeszłoroczny Wimbledon. Sam Noah na konferencji prasowej powiedział, że nie wyobraża sobie co by się stało, gdyby jego ryzykowny manewr nie powiódł się.

Dodatkową trudnością z punktu widzenia Francuzów był fakt, że Pierre Hugues Herbert musiał zagrać po prawej stronie przy returnie do czego nie jest przyzwyczajony. Miejsce Richarda Gasquet w grze podwójnej jest zawsze po lewej stronie i właśnie to miejsce starszemu koledze musiał ustąpić Pierre Hugues.

W drużynie Belgii też mieliśmy niespodziankę. W rywalizacji deblowej nie zagrał oczekiwany przez media finalista ATP World Tour Finals David Goffin, lecz Ruben Bemelmans połączył swe siły z Jorisem de Loore, 24-latkiem sklasyfikowanym w deblu na... 347 miejscu w klasyfikacji ATP.

W pierwszym secie było już 5:0 dla Francji, zanosiło się na 6:0 - dopiero Ruben Bemelmans wygrał swój serwis - w końcu Francja wygrała seta 6:1. Mecz rozgrywany był na stadionie piłkarskim wypełnionym przez 27 tysięcy widzów, w połowie złożonych z Belgów. To prawda, Belgowie nie mają daleko, szybkim pociągiem Tgv z Brukseli można dotrzeć do Lille w nieco ponad pół godziny.

Jest gorąco, ale atmosfera sportowa, wesoła, roztańczona.

W drugim secie Belgia przełamała serwis  Herberta w czwartym gemie na 3:1. To świetny fragment gry De Loore’a, popisywał się grą na półkorcie, ku uciesze rzeszy belgiskich kibiców - choć niektórzy trochę przesadzili z piwem.

Belgiska para wygrała II seta 6:3 i kontynuowała dobrą passę w partii III. Zrobił się świetny mecz. Pięknie grał Gasquet, zwłaszcza z tyłu, podczas gdy Herbert popisywał się efektownymi wolejami. Ale Belgia wydawała się lepsza, Francuzi się usztywniali, po serii błędów Gasquet stracił swój serwis i było 5:3 przy serwisie De Loore. Sensacja wisiała w powietrzu.

Doszło jednak do tie-breaka, gdzie Francuzi odjechali na 5:0 i wygrali tego trzynastego gema do dwóch.

Mecz do końca trzymał w napięciu, ale Francja w końcówce przeważała i zdobyła upragniony drugi punkt w meczu wygrywając debla po 3 godzinnej walce 6/1, 3/6, 7/6, 6/4.

Jutro single - najpierw tradycyjnie dwie pierwsze rakiety wyjdą na kort: Jo Wilfried Tsonga i David Goffin. A jeśli rewelacyjny Belg pokona Francuza będziemy mieli dreszczowiec - piąty mecz zadecyduje o wszystkim. Pamiętajmy, że Steve Darcis to bohater już pięciu meczów decydujących o zwycięstwie w Pucharze Davisa. W drużynie Francji zagra Lucas Pouille czy Richard Gasquet - Yannick Noah ogłosi to zgodnie z regulaminem Davis Cup w piętnaście minut po zakończeniu meczu Tsonga - Goffin. Chyba, żeby wszystko będzie roztrzygnięte już po tym spotkaniu. No cóż, takie są właśnie uroki Pucharu Davisa.