Inne

Minister Bańka zapowiedział wstrzymanie...

Tylko 16 delegatów głosowało za odwołaniem Banaszka, a przeciwnego zdania było 48. Pięciu wstrzymało się od głosu.

 

W tej sytuacji bezprzedmiotowe stały się wybory nowego prezesa. Kandydowali na to stanowisko dwaj działacze z drugiego szeregu – Artur Szarycz i Sebastian Rubin.

 

„Liczyłem na takie poparcie. Naprawdę ciężko w tym roku pracowałem – ponad 200 dni w samochodzie, 200 wyścigów, dużo pracy tu, w tym obiekcie. Mówili, że przed świętami na zjazd przyjedzie 20-30 osób. Jakże się pomylili” – powiedział Banaszek.

 

Banaszek zadeklarował też gotowość do odejścia, jeśli minister sportu Witold Bańka, który już pod koniec listopada wzywał go do dymisji, będzie nadal na to nalegać.

 

„Jeżeli będę czuł, że ministerstwo powie mi: Darek, trzeba na chwilę zejść ze sceny, to ja na chwilę zejdę. Ale wrócę, bo nie mam sobie absolutnie nic do zarzucenia” – dodał.

 

Jednak w reakcji na ponowny wybór Banaszka minister Bańka zapowiedział, że w 2018 roku resort nie będzie finansował Polskiego Związku Kolarskiego.

 

"Słyszałem, że delegaci z PZKolarski niewłaściwie zinterpretowali słowo RESET, rozumiejąc je w kontekście wyłącznie bankietowym. Tym samym od 2018 r. finansowanie kolarstwa poprzez PKOL. PZKolarski bez środków MSiT" - napisał Bańka na Twitterze.

 

 

Piątkowe wybory na torze kolarskim w Pruszkowie poprzedziła długa i pełna emocji dyskusja. W trwającym 40 minut wystąpieniu podsumowującym roczną pracę w PZKol Banaszek wyliczał osiągnięcia (m.in. pozyskanie sponsorów, w tym strategicznego PKN Orlen, odzyskanie praw do nazwy toru w Pruszkowie, zorganizowanie na tym obiekcie zawodów Pucharu Świata), ale także atakował swoich przeciwników (wymienił właściciela firmy CCC Dariusza Miłka, wiceprezesa PZKol Piotra Kosmalę, byłego prezesa PZKol Wojciecha Walkiewicza) oraz niektórych dziennikarzy za rozpętanie „wymyślonej sztucznie” afery obyczajowej.

 

„Afery obyczajowej nie ma. Nie ma audytu, który miał jej dowodzić. Nie było podstaw do oskarżeń. Były tylko pomówienia” – mówił odnosząc się do głośnego wywiadu, udzielonego przez Kosmalę. W wywiadzie, opublikowanym 25 listopada, padły ciężkie oskarżenia pod adresem "ważnej osoby ze środowiska kolarskiego", która miała dopuścić się zastraszania, seksu z podopiecznymi, w tym z nieletnimi, a nawet gwałtu, a w grę wchodziły też nadużycia finansowe. Potwierdzić miał to zewnętrzny audyt zlecony przez Banaszka.

 

Tego samego dnia minister Bańka wezwał cały zarząd związku do natychmiastowej dymisji. Do 1 grudnia ustąpiło ośmiu z dziewięciu członków zarządu PZKol. Nie uczynił tego tylko Banaszek.

 

„Gdybyśmy mieli audyt, oddalibyśmy tę sprawę do prokuratury” – zapewnił Banaszek.

 

Ostatecznie notatkę do Prokuratury Krajowej przekazało ministerstwo sportu. Sprawą zajmuje się obecnie Prokuratura Regionalna w Warszawie. Do tej pory nie otrzymała wyników audytu od firmy PwC, która miała go przeprowadzić.

 

W piątek w Pruszkowie nie było głównych adwersarzy Banaszka, ale krytyków nie brakowało. Prezesowi PZKol zarzucano m.in. podejmowanie niektórych decyzji personalnych bez wiedzy zarządu (to głos byłego członka tego gremium Tadeusza Jasionka), konfrontacyjny ton w relacjach z ministerstwem sportu (Zdzisław Trojga), nadużywanie alkoholu (jeden z dyrektorów sportowych ekipy CCC Sławomir Błaszczyk), niską kulturę (Wojciech Kwiecień).

 

Padły też pytania o sytuację finansową. Delegaci byli zaniepokojeni wycofaniem się nie tylko głównego sponsora CCC, ale także strategicznego PKN Orlen i zawieszeniem finansowania ze strony ministerstwa.

 

„Jeśli chodzi o finanse, to jesteśmy na plusie, księgowa może to potwierdzić. Oczywiście, jeżeli otrzymamy środki, które nam się należą” – odpowiedział Banaszek.

 

W głosowaniu prezes PZKol otrzymał zdecydowane poparcie. Po jego myśli ułożyły się także wybory do zarządu. W ośmioosobowym gremium znalazły się wyłącznie osoby przezeń rekomendowane.

 

Delegaci zgodzili się również na obciążenie hipoteki toru kolarskiego w Pruszkowie, aby zaciągnąć kredyt, pożyczkę lub wyemitować obligacje w celu spłaty zadłużenia wobec głównego wykonawcy tego obiektu – Mostostalu Puławy. Dług sięga blisko 10 mln złotych.