Od Wilder kontra Szpilka, najbardziej oglądanej walki na Showtime w 2016 roku, sporo się w układzie sił zmieniło.  Jedno ciągle jest pewne: bez milionów płynących z kas obu stacji telewizyjnych, wielu podziwianych na całym świecie pięściarzy pewnie zajęłoby się czymś innym.

 

HBO: dominacja się kończy?

Patrząc na statystyki dwudziestu najbardziej oglądanych – bez PPV - walk pięściarskich 2017 roku, można odnieść wrażenie, że był to pojedynek Mike Tysona z najlepszych czasów z amatorem. Wśród dwudziestu walk, aż siedemnaście było produkcją  HBO, ale to szefowie Showtime muszą z większym optymizmem patrzeć w przyszłość. Trochę liczb ... z mocnym polskim akcentem. Mało kto pamięta, że w 2016 roku najbardziej oglądanym pojedynkiem na Showtime (500 tys. widzów) była walka Deontay’a Wildera z Arturem Szpilką – jedyna produkcja Showtime, która znalazła się w pierwszej trzydziestce najbardziej oglądanych walk roku. W mijającym za parę dni 2017 roku, pojedynek Adriana Bronera z Mikey Garcią oglądało na Showtime ponad 880 tysięcy kibiców boksu, a walka była jednąz trzech (Wilder – Stiverne 2, 832 tysiące; Broner – Adrian Granados, 779 tysięcy), które uplasowały się w pierwszej dziesiątce tegorocznego rankingu.  Dominacji i przyciągania widzów tylko przez gale na HBO już nie ma – w 2016 roku, stacja miała cztery pojedynki, które oglądało milion lub więcej widzów. W 2017 roku – żadnego.  

Showtime:

„Oglądalność i numerki, to niekoniecznie jedyny sposób oceny przekazów telewizyjnych wspieranych przez reklamy” – tłumaczył w rozmowie z „Forbesem”, Stephen Espinoza, generalny manager Showtime Sports. ”Oczywiście, że zwracamy na to uwagę, ale ważniejsze pytanie, które sobie zadajemy to, czy pokazujemy najlepsze do zrobienia walki bez obciążania kibica kosztami PPV? Którą stację, jako fan wybrałbyś, gdybyś chciał oglądać walki najwyższej jakości? Naszym zdaniem, jasnym wyborem jest dzisiaj Showtime. Trzy z ośmiu najbardziej oglądanych walk 2017 roku były na Showtime. Biorąc pod uwagę, że HBO ma trzydzieści procent więcej subskrybentów, walk Showtime nie powinno być nawet w pobliżu pierwszej dziesiątki czy dwudziestki. Każdego roku oglądalność nam wzrasta – HBO nie może tego o sobie powiedzieć” – mówi Espinoza.

Showtime miało w 2017 roku sporo fasynujących walk – Jack-DeGale, Spence-Brook, Garcia-Broner, na żywo Kliczko-Joshua – to tylko kilka z nich. Zdaniem wiceprezydenta HBO Sports, Petera Nelsona, to ciągle zbyt mało. „Statyki oglądalności pokazują nam jakość pięściarskiej rywalizacji połączoną z umiejętnością jej pokazywania. Nie staramy się kupować każdej walki. Szukamy takich, które mają w sobie jakąś historię. Przez rok, pokazywaliśmy walki, gdzie szanse (obu pięściarzy) były po 50 procent, pokazywaliśmy takie, gdzie zdarzały się niespodzianki. (...) Takie pojedynki zjednują nam to, na czym nam najbadziej zależy – zaufanie telewidzów. Nowa generacja zaczyna zajmować miejsce nowych mistrzów, z klasą zmierzających ku końcowi kariery”.

Peter Nelson miał na myśli nie tylko cieszącą się zainteresowaniem kibiców i wysokimi ocenami fachowców serię SuperFly, ale także kontrakty HBO z młodymi championami jak Dmitry Bivol (12-0, 10 KO) czy Miguel Berchelt (32-1, 28 KO). Niektóre decyzje – jak współpraca z Eddie Hearnem, szefem wiodącej angielskiej stajni promortorskiej Matchroom  Sports - były konieczne, bo HBO straciło dwie wielkie gwiazdy - Wasyla Łomaczenko i Terence Crawforda - na rzecz ESPN. Dodajmy do tego oglądaną przez miliony walkę Keith Thurman-Danny Garcia (5.1 milionów widzów) na ogólnoamerykańskiej stacji CBS, której własnością jest Showtime i wyłonienie zwycięzcy w pojedynku HBO kontra Showtime wcale nie jest łatwe.