Leoffler, prowadzi obecnie karierę Giennadija Gołowkina i Chocolatito Gonzaleza. W przeszłości pracował z Witalijem i Władymirem Kliczko, który założył własną firmę promocyjną – „360 Promotions”. Czy plany obejmą Polskę i polskich pięściarzy? Loeffler jest na tak.

 

Przemek Garczarczyk: Pytanie numer 1, które zadaje sobie każdy obserwujący Twoje 25 lat w boksie: dlaczego tak długo czekałeś ze zrobieniem własnej firmy promocyjnej?

 

Tom Loeffler: ... bo to jest najlepszy moment dla mnie, dla firmy. Kontaktuje się ze mną wielu pięściarzy, widząc sukces, jaki osiągnałem z Gołowkinem, z Chocolatito Gonzalezem, doceniając wcześniejszą pracę z braćmi Witalijem i Władymirem Kliczko. Pięściarze doceniają pracę jaką robiłem nie tylko dając szansę pokazania swoich umiejętności na ringu, ale także promowania ich nazwiska. Mnie nie zależy na ilości, a na jakości. Pięściarz z Kazachstanu, pięściarz z Nikaragui są dziś bardzo popularni w Stanach Zjednoczonych. Inni to widzą. Mam obecnie większe możliwości na robienie czegość dokładnie tak, jak chcę: na początku własnej serii małych, klubowych wieczorów bokserskich w Kalifornii oraz większych, takich jak bardzo wysoko oceniania przez kibiców i dziennikarzy seria SuperFly. Kibice wiedzą, co dobre – pierwsza edycja SuperFly w hali Forum w Los Angeles była sukcesem sportowym i finansowym, tak samo jak walka GGG kontra Rubio na otwartym obiekcie StubHub Center. To zostało zauważone przez między innymi Petera Nelsona z HBO Sports.

 

Co z Twoimi powiązaniami z K2 Promotions? Ciągle aktualne?

 

Jak najbardziej. Jestem zaangażowany w kariery Cecilii Braekhus i Oleksandra Usyka. Nie zmienia się też oczywiście moja rola w GGG Promotions. Ciągle jestem człowiekiem Giennadija, jeśli chodzi o negocjowanie kontraktów, reprezentowanie jego interesów czyli w tym konkretnym przypadku doprowadzenia do jak najszybszego rewanżu z Canelo Alvarezem. To oddzielna sprawa od działalności związanej z funkcjonowaniem „360 Promotions” - podpisywaniem kontraktów, organizacją gal.

 

Doba ma tylko 24 godziny, a Ty zawsze angażujesz się na 100 procent. Da się zrobić?

 

... dlatego nie mam zamiaru podpisywać kontraktów z 50 zawodnikami, tylko 3-4 i rozwijać ich kariery podobnie, jak robiłem to z GGG i Chocolatito. Da się.

 

W wielu rozmowach, które mieliśmy przez ostatnie lata powtarzałeś, że potrafisz dogadać się z każdym. Teraz jesteś potencjalnym rywalem – ciągle będziesz potrafił?

 

To się nie zmieni, to będzie jedna z zalet „360”. Działam od lat na całym świecie. Chcę działać także w Polsce. Nie ma takiego promotora, który powie, że złamałem dane wcześniej słowo. Umowa słowna to dla mnie to samo, co spisany w obecności prawników kontrakt. Szukanie rywali, dosłownie po całym globie dla Giennadija mnie tego nauczyło. Z „Main Events” negocjowałem kontrakt na walkę z Curtisem Stevensem, z Lou DiBellą bo reprezentował Matthew Macklina. Dalej wymieniając: Eddie Hearn (Kell Brook), Oscar De La Hoya (Canelo Alvarez), Artie Pellulo (Grzegorz Proksa), Al Haymon (Dominic Wade, Danny Jacobs). Oprócz szukania rywali GGG, pracowałem z Andriejem Riabińskim przy walce Mike Pereza z Saszą Powietkinem i pojedynkiem Oli Afolabiego z Czakijewem. Nie ma, przynajmniej z mojej strony, spalonych mostów.

 

Logo „360 Promotions” ma w zamierzeniu pokazywać, że pracujesz na całym świecie.

 

Inaczej we współczesnym boksie się nie da. Chcę pięściarzy z całego świata, chcę robić galę na całym świecie. Co jest dla mnie ważne – nie tylko to, co pięściarz pokazuje na ringu, ale także poza nim. Zbyt wielu pięściarzy robi wszystko, by bojkotować pracę swojego promotora. Nie robią nic dla promocji, uważają, że wszystko im się należy. Ja będę dawał z siebie wszystko, ale dokładnie tego samego będę oczekiwał od moich pięściarzy poza ringiem. To nie jest do negocjacji.

 

Nie ma lepszego człowieka od oceniania charakteru i umiejętności niż Abel Sanchez. Jak ważną częścią „360 Promotions” będzie trener między innymi Gołowkina i Gassijewa?

 

Oczywiście, że będzie. Bardzo ważną częścią. Znam Abela od 25 lat, od czasów, kiedy pracował z reprezentowanym przeze mnie Oba Carrem. Mamy do siebie pełne zaufanie. Nigdy nie ma powodów by krytykować jego metody treningowe, tak jak Abel nie ma zastrzeżeń do mnie jako promotora. Sanchez, podobnie jak ja, woli mniejszą grupę pięściarzy, którzy poświęcają się dla boksu, są ludźmi z charakterem, a nie gwiazdorami.