Przed rozpoczęciem 21. kolejki Premier League "Obywatele" mieli aż piętnaście oczek przewagi nad drugim w tabeli Manchesterem United, jednak nie to - przynajmniej oficjalnie - najbardziej boli Mourinho. Chodzi o rozrzutność lokalnego rywala na rynku transferowym. Portugalczykowi nie podoba się, że Guardiola może w każdej chwili wymienić poszczególne elementy swojej układanki.

 

- Przybył Pep, miał angielskiego bramkarza (Joe Hart - przyp.red.), ale go nie lubił, więc kupił bramkarza Barcelony (Claudio Bravo - przyp.red.), ale go nie lubił, więc kupił kolejnego (Ederson - przyp.red.), a jego lubi - powiedział. - Miał Zabaletę i Kolarova, dwóch bardzo dobrych zawodników, którzy mieli jednak więcej niż 30 lat, więc chciał ich wymienić. Nie zastąpił ich dwoma, zastąpił ich trzema zawodnikami! Jednego wziął z Tottenhamu (Kyle Walker), jednego z AS Monaco (Benjamin Mendy), a jednego z Realu Madryt (Danilo). To tylko przykład. Czy my możemy kupić sześciu, siedmiu zawodników, czy możemy zainwestować 600 lub 700 milionów funtów? Nie, więc jest to trudne - dodał.

 

Mourinho po raz kolejny narzeka więc na innych, a wystarczy tylko przypomnieć, że w dwóch ostatnich sezonach jego Manchester United wydał na transfery (odejmując przychody ze sprzedanych zawodników) 291 milionów funtów, podczas gdy Manchester City - 338 milionów funtów. Różnica nie jest więc jakaś gigantyczna. Może więc "Obywatele" sięgają po graczy lepszej jakości...