Aldona Marciniak: Twoim zdaniem najtrudniej było zdobyć mistrzostwo świata właśnie w Londynie. Dlaczego?

Paweł Fajdek: To był dla mnie trudny czas po porażce na igrzyskach w Rio. Musiałem czekać kolejny rok, żeby dostać swoją szansę, bywało ciężko. Na szczęście cała banieczka pękła już po drugim rzucie w finale MŚ, który zagwarantował mi praktycznie start w finale. Całe napięcie zeszło, bo wiedziałem, że w finale będzie dobrze. U mnie Londyn zapoczątkował pewien okres, bo tam przegrałem też na igrzyskach w 2012 roku, a teraz mam nadzieję, że historia zatoczyła koło. Londyn odczarowany i teraz będzie już tylko lepiej.

Po Londynie powiedziałeś, że jakimś planem jest rzut tuńczykiem w Australii. Czy to marzenie jest cały czas aktualne?

Jasne, jeżeli znajdzie się w moim planie jakiś pobyt w Australii czy zgrupowanie, to jak najbardziej. To śmieszna rzecz, bardzo zbliżona do rzutu młotem. Fajnie byłoby coś takiego zrobić.