Kamil Łebkowski jest związany kontraktem z FEN, ale otrzymał pozwolenie na stoczenie jednego pojedynku dla ACB. Jego przeciwnikiem na gali w Groznym był znajdujący się po dwóch porażkach z rzędu Saikhan Dzhabrailov. Wiadomo jednak, że gdy w grę wchodzą zawodnicy pochodzący z Rosji, to nie można sugerować się rekordami...

 

Czołowy polski piórkowy zaczął walkę bardzo odważnie i przede wszystkim był bardziej aktywny od swojego przeciwnika, który ograniczał się do kopania. Trzeba przyznać, że robił to znakomicie, dzięki czemu powstrzymywał naszego zawodnika przed kolejnymi szarżami. W końcówce pierwszego starcia obaj spróbowali sprowadzić rywala do parteru, lecz żadnemu z nich ta sztuka się nie udała.

 

W drugiej rundzie ponownie aktywniejszy był Polak, który nawet potrafił przewrócić Rosjanina. Ten jednak wstał i po chwili zrobił to samo. Łebkowski poszukał duszenia gilotynowego, ale w momencie, gdy Dzhabrailov uwolnił się z uchwytu, przejął stery pojedynku. Z góry wiele razy trafił "Bombę", na którego twarzy znajdowało się coraz więcej krwi. Do tego wszystkiego doszło również potworne zmęczenie.

 

Łebkowski poszukał skończenie w trzeciej odsłonie - trafił nawet latającym kolanem, ale rywal bardzo szybko zepchnął go na siatkę i zdołał obalić. Co prawda nie udało mu się skontrolować Polaka, ale przynajmniej solidnie go zamęczył. Dopiero po pewnym czasie "Bomba" wstał i sprowadził walkę parteru, ale bardzo szybko stracił pozycję, inkasując też kilka uderzeń.

 

Po trzech rundach sędziowie niejednogłośnie orzekli wygraną Dzhabrailova. Dwóch z nich punktowało 30:27, a jeden 29:28 dla Rosjanina, a dwóch - 29:28 dla Łebkowskiego.