Do niedzieli bełchatowska hala "Energia" była prawdziwą twierdzą wicemistrzów kraju. W tych rozgrywkach podopieczni włoskiego trenera Roberto Piazzy nie oddali w niej rywalom ani jednego punktu, a ostatniej porażki w Bełchatowie doznali ponad rok temu. W niedzielę po zaciętej rywalizacji przy wypełnionych trybunach ulegli Jastrzębskiemu Węglowi 2:3 (25:22, 16:25, 25:18, 21:25, 10:15).

"Nasza gra wyglądała dziś fajnie. Zdarzyło się co prawda parę błędów zwłaszcza w pierwszym secie, gdzie mieliśmy kilka kontr, które mogliśmy skończyć, a posyłaliśmy piłkę w aut. Cieszymy się z punktów i z tego, że nasza gra wraca do poziomu prezentowany wcześniej" – powiedział po meczu Kosok.

Jak dodał to efekt "pracy trenera, który był i trenera, który jest". W ekipie Jastrzębskiego przed tygodniem doszło do zmiany szkoleniowca - Australijczyka Marka Lebedewa zastąpił niedawny selekcjoner biało-czerwonych De Giorgi. Włoch na trenerskiej ławce jastrzębian zadebiutował w meczu przeciwko PGE Skrze.

"Nie zrobiliśmy formy nagle. Nowy trener ułożył to trochę w inny sposób. Zauważyłem, że wszyscy zaczęli się bardziej starać. Przyszedł ktoś nowy i trzeba dać z siebie dwa razy tyle. Zawodnicy, którzy stali z boku poczuli znowu szansę na wejście, a ci, którzy grają czują ich nacisk. Każdy stara się dwa razy tyle, żeby pokazać co może dać drużynie. Oby to było na plus. Na pewno czeka nas teraz ciężka praca, z której słynie trener De Giorgi" – wyjaśnił reprezentant kraju.

Przyjmujący gospodarzy Bartosz Bednorz żałował pierwszej porażki w tym sezonie przed własną publicznością. "Nie takiego wyniku się spodziewaliśmy, ale taki jest sport" – dodał. Według niego o przegranej przesądziły przestoje w przyjęciu, bo jak wskazał Jastrzębie bardzo dobrze zagrywało.

Dla bełchatowian była to druga ligowa porażka z rzędu. Nadal zajmują drugie miejsce w tabeli, ale ich przewaga nad trzecim ONICO Warszawa stopniała do jednego punktu. Jastrzębski po 18 kolejkach zajmuje szóste miejsce. W następny weekend PGE Skrę czeka rywalizacja w turnieju finałowym Pucharu Polski we Wrocławiu.

"Przegrany mecz trochę nas poboli, ale mamy materiał do przeanalizowania i trzeba myśleć do przodu. Każde spotkanie jest inne. Czyścimy głowy i jedziemy do Wrocławia" – zapewnił Bednorz.