Gortat na parkiecie przebywał 21 minut i trafił dwa z trzech rzutów z gry. Miał także jedną zbiórkę, jedną asystę i trzy straty. Popełnił pięć fauli.

 

Mecz praktycznie pozbawiony był historii. Wizards nawet przez moment w nim nie prowadzili, a Thunder już w drugiej kwarcie osiągnęli 19-punktową przewagę. W trzeciej części gry "Czarodzieje" co prawda zniwelowali różnicę i przez chwilę był remis, ale na więcej nie było ich stać.

 

Goście popełnili aż 23 straty i nie potrafili zatrzymać Russella Westbrooka. 29-letni rozgrywający Thunder zdobył aż 46 punktów. W pokonanej ekipie kroku starał się mu dotrzymać Bradley Beal. On spotkanie zakończył z dorobkiem 41 pkt i 12 zbiórek.

 

"Walczyliśmy, ale okazało się to niewystarczające. Straty były zdecydowanie tym czynnikiem, który zaszkodził nam najmocniej" - ocenił Beal.

 

Drużyna Gortata kolejny mecz rozegra w sobotę, na wyjeździe z Atlanta Hawks (14-33).

 

Minionej nocy odpoczywali prowadzący w Konferencji Wschodniej koszykarze Boston Celtics (35-14). Na Zachodzie liderami są broniący tytułu Golden State Warriors (39-10).

 

"Wojownicy" we własnej hali pokonali ekipę Minnesota Timberwolves 126:113, a najlepszy w ich szeregach był Kevin Durant - 28 pkt i 11 zbiórek. Po 25 pkt dołożyli Stephen Curry i Klay Thompson. W zespole "Leśnych Wilków" na wyróżnienie zasługuje Karl-Anthony Towns - 29 pkt i 11 zbiórek.

 

Warriors mieli w tym meczu niesamowitą skuteczność w rzutach za trzy punkty - 56,8 procent. To więcej niż w przypadku prób oddawanych bliżej kosza - 51,9 proc.