Italia do samego końca walczyła o przepustkę do tegorocznych mistrzostw świata w Rosji. W barażach lepsza o jedną bramkę okazała się reprezentacja Szwecji. We Włoszech zapanowała żałoba narodowa i było jasne, że musi dojść do radykalnych zmian, aby uzdrowić piłkę nożną w kraju. Można było się także spodziewać, że ojcem porażki zostanie mianowany Giampiero Ventura, który przyznał, że prowadzenie kadry przerosło jego możliwości. - Wróciłem z czegoś co okazało się być większe ode mnie. Za to coś zapłaciłem w wystarczająco brutalny sposób. W futbolu nigdy nie ma jednostki, która wygrywa, tak samo nigdy nie ma jednostki, która przegrywa. Liczy się zespół. Zawsze jest kilka wersji prawdy. Jeżeli wyjdzie ona na jaw, wówczas wszystko się wyjaśni – stwierdził.

70-letni trener nie ma zamiaru dłużej lamentować i pragnie wrócić do pracy. - Obecnie mam olbrzymi głód powrotu na ławkę trenerską. Teraz tego potrzebuję i chcę coś udowodnić. Nie mogą zabrać mi trzydziestu pięciu lat mojej pracy w odstępie dwóch miesięcy. Mówię tak, ponieważ moja przygoda z reprezentacją skończyła się minutę po przegranym meczu z Hiszpanią. Z jednej strony jest trzydzieści pięć lat pracy, z drugiej strony kilka miesięcy w reprezentacji, które chcą mi wymazać. A ja chcę odzyskać te lata, które zasłużyłem sobie na boisku. Aby to zrobić nie chcę wdawać się w polemikę z kimkolwiek. Wolę zrobić to poprzez piłkę nożną, osiągane wyniki i założenie, że wciąż jestem w tym dobry. Od tego zacznę – zdradził Ventura.

Wciąż nie wiadomo kto zostanie następcą Ventury. Najbliższą imprezą dla Włochów będzie Liga Narodów UEFA, w której zagrają z Polską oraz Portugalią.