Przed pierwszym gwizdkiem wszyscy zastanawiali się, w jakim składzie mecz rozpocznie rewelacja jesieni, Górnik Zabrze. Trener Marcin Brosz miał bowiem mnóstwo problemów do rozwiązania. Przede wszystkim z zestawieniem obrony. Po kontuzjach wracali do zdrowia i formy Koj, Kurzawa i Matuszek. Z powodu kartek spotkanie w Płocku musiał opuścić podstawowy duet stoperów Wieteska - Suarez.

Ostatecznie trener beniaminka postawił na kwartet Wolniewicz, Matuszek, Bochniewicz, Gryszkiewicz. Dla dwóch ostatnich był to debiut w pierwszej drużynie Górnika. Dla 18-letniego Gryszkiewicza - debiut wyjątkowy - bo kontrakt z Górnikiem podpisał dzień przed meczem.

Defensywa Górnika od początku miała sporo pracy. Wisła zaatakowała z werwą, animuszem. Pierwszy groźny strzał na boiskach ekstraklasy w 2018 roku oddał Giorgi Merebaszwili - bez przyjęcia, lewą nogą - ale bardzo dobrze zareagował Tomasz Loska. Na komplementy nie zasłużył natomiast bramkarz gospodarzy...

W Płocku dość mieli skłonności Seweryna Kiełpina do popełniania głupich błędów. Zimą postanowili więc zapewnić sobie więcej spokoju w bramce i sięgnęli po Niemca Thomasa Dahne z HJK Helsinki. Nowy zawodnik Wisły przywitał się z kibicami... pomyłką, o którą trudno byłoby podejrzewać nawet Kiełpina. Damian Kądzior wykonywał rzut wolny. Odległość od bramki - ponad 30 metrów - i fakt, że piłka ustawiona była blisko linii bocznej sprawiły, że chyba nikt na stadionie w Płocku nie spodziewał się strzału. A na pewno nie spodziewał się go Thomas Dahne. Niemiec energicznie ruszył na przedpole, a kiedy zorientował się, że piłka leci wprost do bramki nieudolnie próbował ją wypiąstkować. Efekt? Prowadzenie Górnika.

Prowadzenie, którym goście cieszyli się pięć minut. Do zagranej na wolne piłki ruszyli Szymon Matuszek i Konrad Michalak. Matuszek miał do piłki dwa razy bliżej, a Michalaka ledwie zdążył... zobaczyć. Sprint kapitana Górnika wyglądał bardziej karykaturalnie niż interwencja Dahne kilka minut wcześniej.

Niemiecki bramkarz szybko jednak okazał się bezkonkurencyjny w kategorii futbolowych gagów. Kiedy w pierwszej połowie wypuścił z rąk piłkę dośrodkowaną przed jego bramkę, nic strasznego się jeszcze dla Wisły nie stało. Kiedy identyczny błąd popełnił w 51. minucie - było już 1:2. Kolejną groteskową pomyłkę Dahne wykorzystał Łukasz Wolsztyński.

Doświadczenie z pierwszej połowy, w której prowadzenie zabrzanie stracili już po pięciu minutach, niczego gości nie nauczyło. Tym razem na wyrównanie Wisła potrzebowała minuty. Tym razem fatalny błąd w polu karnym popełnił Adam Wolniewicz, który wystawił piłkę Jose Kante. Były napastnik Górnika uderzył przy samym słupku i było 2:2.

Dokładnie w ten sam róg bramki Tomasza Loski wpadła piłka piętnaście minut później. Tym razem składną zespołową akcję zakończył precyzyjnym uderzeniem sprzed pola karnego Damian Szymański. Nie był to ostatni efektowny atak gospodarzy. W 82. minucie drugą bramkę w starciu ze swoim byłym zespołem zdobył Kante. A tych goli mogło być więcej. Mimo zmian - na boisko weszli Kujawa, Grendel i Ledecky - Górnik wyglądał coraz gorzej. Kilka razy przed utratą kolejnych bramek ratował Górnika Loska, raz - po strzale rezerwowego Vareli - poprzeczka.

 

Wisła Płock - Górnik Zabrze 4:2 (1:1)
gole: 0:1 Kądzior (13'), 1:1 Michalak (18'), 1:2 Wolsztyński (51'), 2:2 Kante (52'), 3:2 Szymański (67'), 4:2 Kante (82').

Wisła: Dahne - Stefańczyk, Dźwigała, Łasicki, Reca - Furman, Szymański - Merebaszwili, Stilić (86. Zawada), Michalak (81. Varela) - Kante (90. Biliński).
Tr.: Jerzy Brzęczek

Górnik: Loska - Wolniewicz, Bochniewicz, Matuszek, Gryszkiewicz - Ambrosiewicz (71. Grendel), Wolsztyński, Żurkowski, Kądzior (79. Ledecky) - Urynowicz (55. Kurzawa), Angulo.
Tr.: Marcin Brosz

Widzów: 4500. Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków).