Kingsbury, srebrny medalista z Soczi, był zdecydowanym faworytem zawodów w Korei. W pierwszych dwóch przejazdach finału Kanadyjczyk jechał jednak dość ostrożnie i przed ostatnim zjazdem był drugi za Japończykiem Harą. Wtedy jednak sześciokrotny mistrz świata zaprezentował się najlepiej w całych zawodach.

 

„To, co zrobił było po prostu niesamowite. Jestem pewien, że wszyscy teraz zaczną studiować jego ostatni przejazd, ale nie wiem czy ktoś jest w stanie rozłożyć to na części pierwsze. Nie wiem czy jest jakakolwiek szansa by go pokonać starając się powtarzać to, co on wyrabia” – powiedział po zawodach piąty w konkursie Casey Adringa.

 

Kingsbury nie ukrywał, że marzył o triumfie w Pjongczangu. Zawodnik od dziecka wyklejał pokój olimpijskimi symbolami, które w jego domu rodzinnym wiszą do dziś. "Słyszałem słowa mistrz olimpijski milion razy w moich snach, a teraz stało się to faktem" - cytuje wypowiedź złotego medalisty specjalistyczny kanadyjski portal.

 

Kanadyjczycy zdobyli złoto w jeździe na muldach również w dwóch ostatnich igrzyskach. Wtedy dwukrotnie triumfował Alexandre Bilodeau.