Czterokrotny triumfator Tour de France ma prawo stanąć do rywalizacji, dopóki nie udowodni się mu stosowania dopingu. Nie brakuje jednak głosów, że zawodnik grupy Sky powinien dobrowolnie odsunąć się od kolarstwa do czasu wyjaśnienia sprawy.

Tak uważa m.in. szef Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI) David Lappartient.

- Team Sky powinien zawiesić Froome'a. Nie przesądzając o winie kolarza, byłoby to najprostsze rozwiązanie dla wszystkich. Decyzja leży w gestii dyrektora sportowego ekipy Sky Dave'a Brailsforda - powiedział Lappartient w niedawnym wywiadzie dla dziennika "Le Telegramme".

- Myślę, że tego chcą również inni kolarze, którzy mają dość tej sprawy - podkreślił szef UCI i przypomniał opinię zwycięzcy Giro d'Italia Holendra Toma Dumoulina, który stwierdził, że gdyby wokół jego wyników powstały jakiekolwiek wątpliwości, grupa Sunweb na pewno by go tymczasowo zawiesiła.

Lappartient nie ma jednak złudzeń, że sprawę Froome'a uda się szybko wyjaśnić. Nakreślił scenariusz długiej walki prawnej, w której przypadek będzie rozpatrywany przez sąd antydopingowy UCI, z możliwą apelacją od pierwszego wyroku, a następnie przez Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu.

- To będzie się ciągnąć bardzo długo, może potrwać co najmniej rok - ocenił. Brytyjczyka krytykowało także wielu zawodników.

Froome pozostał głuchy na te głosy. "Gotowy do Ruta del Sol (Dookoła Andaluzji). Chcę podziękować wszystkim za wsparcie i cierpliwość okazaną mi w tym trudnym czasie" - napisał na Twitterze.

Afera wybuchła 13 grudnia 2017 roku. Międzynarodowa Unia Kolarska oraz grupa Sky poinformowały wówczas, że w próbce moczu, pobranej od Froome'a 7 września po 18. etapie Vuelty, stwierdzono podwyższony poziom salbutamolu, leku na astmę rozszerzającego oskrzela. Brytyjczyk, który wygrał cały wyścig, miał w organizmie dwa razy wyższe stężenie tej substancji (2000 nanogramów na mililitr) niż jest to dozwolone.

W obronie zawodnika stanęła ekipa Sky, stwierdzając, że "Chris choruje na astmę od dzieciństwa i używa inhalatora", że żadna z 20 pozostałych próbek nie wzbudzała wątpliwości i że w ostatnim tygodniu wyścigu miał większe problemy zdrowotne, dlatego za poradą lekarza zastosował zwiększoną dawkę salbutomolu.

Sam kolarz podkreślił, że nie był świadomy naruszenia przepisów antydopingowych.

"Dobrze wiadomo, że mam astmę, a ja dokładnie wiem, jakie są zasady. Używam inhalatora, aby radzić sobie z jej objawami, ale zawsze w dopuszczalnych granicach. Zdaję sobie sprawę, że będę sprawdzany każdego dnia, kiedy zakładam koszulkę lidera. Mój stan pogorszył się w trakcie Vuelty, a za radą lekarza zwiększona została dawka salbutamolu. Ale jak zawsze, z największą ostrożnością upewniłem się, że nie używam go więcej niż przewiduje dopuszczalna dawka" - przekazał Froome w oświadczeniu.

Brytyjczykowi grozi dyskwalifikacja i odebranie zwycięstwa we Vuelta a Espana, jeśli nie udowodni, że lek stosował jedynie w celach terapeutycznych.

32-letni Froome ma w dorobku m.in. cztery zwycięstwa w Tour de France (2013, 2015, 2016, 2017) i jedno we Vuelta a Espana (2017) oraz brązowe medale igrzysk olimpijskich w Londynie (2012) i w Rio de Janeiro (2016) w jeździe indywidualnej na czas. 20 września, dokładnie w dniu, w którym został poinformowany o podwyższonym poziomie salbutamolu podczas Vuelty, był trzeci w czasówce w mistrzostwach świata w norweskim Bergen.

W Dookoła Andaluzji miał się ścigać Tomasz Marczyński (Lotto Soudal), zwycięzca dwóch etapów ubiegłorocznej Vuelty, ale podczas sobotniego treningu w okolicach Grenady został potrącony przez samochód.

"Doznał urazu szyi i ma obtarcia na twarzy, bo uderzył głową o samochód. Założono mu szwy na nosie, ale na szczęście nie doszło do żadnych złamań. Tomasz wrócił do domu, życzymy mu szybkiego powrotu do zdrowia!" - napisano w komunikacie belgijskiej grupy Lotto Soudal.

W pięcioetapowym wyścigu wystartuje za to czterech innych Polaków: Kamil Gradek, Łukasz Owsian i Patryk Stosz (wszyscy CCC Sprandi Polkowice) oraz Przemysław Kasperkiewicz (Delko Marseille Provence KTM).