W Korei triumfowała w sprincie i biegu na dochodzenie. Po wywalczeniu drugiego złotego medalu igrzysk 24-letnia Dahlmeier narzekała na przenikliwy mróz. Mówiła, że nie była w stanie o niczym innym myśleć, tylko jak się rozgrzać i nie czuła palców u rąk. - No dobra, z tym winem to żart, ale wymyśliliśmy herbatę z dodatkiem węglowodanów. Wydaje mi się, że to zastosujemy - powiedziała.

 

Dahlmeier jest też faworytką w biegu indywidualnym, który zaplanowany jest na środę. Po pierwszym złotym medalu w sprincie Niemka świętowała razem z innym mistrzem olimpijskim, skoczkiem narciarskim Andreasem Wellingerem do piątej rano. Po biegu na dochodzenie odmówiła kilku wywiadów i szybko poszła spać. - Nie boję się o swoją regenerację. Wielokrotnie już udowodniłam, że jestem w stanie dojść do siebie w ciągu jednego, dwóch dni - zaznaczyła siedmiokrotna mistrzyni świata.

 

W Pjongczangu Dahlmeier wystąpi jeszcze w czterech konkurencjach - w środę w biegu indywidualnym, w sobotę w biegu ze startu wspólnego, we wtorek (20 lutego) w sztafecie mieszanej i dwa dni później w sztafecie. - To jest różnica między biathlonem a innymi dyscyplinami. Po jednym biegu są kolejne i nie wolno stracić koncentracji - powiedziała.

 

Dahlmeier narzekała, że po zdobyciu medalu igrzysk miała bardzo dużo niesportowych obowiązków. Coś, z czym nie spotyka się w mistrzostwach świata. - Program jest inny. Zdobywam medal, a potem dużo wywiadów, dekoracja, wizyta w tzw. Niemieckim Domu. Właśnie dlatego próbuję skoncentrować się wyłącznie na tych najważniejszych rzeczach - podkreśliła Niemka.

 

Dahlmeier jest pierwszą zawodniczką w historii, której udało się zwyciężyć w sprincie i w biegu na dochodzenie w jednych igrzyskach.