Adam Łuczka: Powtórzyłeś najlepszy wynik w swojej karierze, zajmując 20. miejsce na igrzyskach olimpijskich. W dodatku dokonałeś tego jako drugi najstarszy zawodnik. Chyba możesz być zadowolony?

Mateusz Ligocki: Cieszę się, że nie wypływa to z moich ust, ale faktycznie mam powody do radości. Były to już moje czwarte igrzyska, a na świecie tylko dwóch snowboardzistów dokonało podobnej rzeczy - dwukrotny mistrz olimpijski w crossie Pierre Vaultier oraz... moja osoba. W stawce tylko Amerykanin Nick Baumgartner był starszy ode mnie i myślę, że moja przygoda olimpijska dobiega już końca...

Cieszy również to, że udało mi się wrócić do Polski bez kontuzji, bo moim zdaniem organizatorzy przesadzili z rozmachem konstrukcji toru crossowego. Był bardzo szybki, skocznie były bardzo duże i z czymś takim nie spotykaliśmy się od przynajmniej dwóch lat. W finałach było widać, że kiedy deski jechały nam szybko, to praktycznie przelatywaliśmy skocznie.

Kontuzje, które odnieśli Austriak Marcus Schairer oraz Rosjanin Nikołaj Oljunin były bardzo poważne. Życzę im, aby jak najszybciej wrócili do zdrowia.

Czyli twoim zdaniem tor był po prostu niebezpieczny? Jako weteran zimowych igrzysk olimpijskich z pewnością możesz odnieść się również do ogólnej organizacji imprezy, z wioską olimpijską na czele.

Tor stał się niebezpieczny w finałach... Wiele kontuzji, 13 osób w ogóle nie ukończyło swoich przejazdów lub nie wystartowało w kolejnych rundach. Porównując tor w Pjongczangu do tych w Soczi, Vancouver i Turynie, to w Korei było najwięcej upadków. Snowcross jest z drugiej strony jednak konkurencją ekstremalną, ale z pewnością nie była to dla niego dobra reklama.

Jeśli chodzi o ogólną organizację, to nie mogę się do niczego przyczepić. Wszystko, począwszy od nastawienia ludzi, całodobową stołówkę z podziałem na kuchnię azjatycką i pozostałe, po noclegi i transport, było na najwyższym poziomie. Chętnie wróciłbym jeszcze kiedyś do Korei.

Czy mówiąc o zakończeniu kariery masz na myśli tylko jej olimpijski aspekt?

Za rok w Stanach Zjednoczonych odbędą się jeszcze bardzo ważne dla mnie zawody, jakimi są mistrzostwa świata. Będa one miały miejsce w Salt Lake City, czyli tam, gdzie Jagna Marczułajtis zajęła 4. miejsce w gigancie równoległym. Bardzo chciałbym w tych zawodach wystartować i myślę, że dam radę dobrym wynikiem zakończyć swoją karierę. Na pewno dzisiaj mówię "basta" jeśli chodzi o karierę olimpijską.

Od 9 do 25 lutego w ramach „otwartego okna” wszyscy abonenci Cyfrowego Polsatu będą mieli nieograniczony dostęp do 3 uruchomionych specjalnie na czas Zimowych Igrzysk Olimpijskich kanałów: Eurosport 3, Eurosport 4 i Eurosport 5, gdzie będzie można oglądać relacje z igrzysk w jakości HD i bez reklam.

 

Kanały dostępne będą na dekoderach Cyfrowego Polsatu pod numerami 222, 223, 224.

 

Dodatkowo zapewnimy polską oprawę komentatorską wydarzenia na tych kanałach, realizowaną przez dziennikarzy i ekspertów Polsatu Sport.