Paulina Chylewska: Czy igrzyska olimpijskie rzeczywiście są w Korei Południowej tematem numer "1"?

Przemysław Krompiec: Jeżeli chodzi o moje doświadczenia, to zaobserwowałem, że wielu Koreańczyków faktycznie "siedzi" w telefonach i obserwuje wydarzenia igrzysk. Robią to podróżując metrem, jedząc w restauracjach. Widać, że to się dzieje naprawdę, oni to przeżywają i cała Korea kibicuje sportowcom.

Kiedy na początku igrzysk gościliśmy w studiu ambasadora Korei Południowej, to mówił on, że jego krajanie bardzo liczą na zdobycz w postaci co najmniej dwudziestu medali. Do tej granicy jednak trochę brakuje... Czy w związku z tym można mówić o zawiedzionych nadziejach?

Sami Koreańczycy twierdzą, że i tak nie jest tak źle. Wszyscy skupiają się z pewnością na panczenach, gdyż nadzieje na wywalczenie przez łyżwiarki szybkie złota były ogromne, a skończyło się to tak, jak się skończyło. Teraz w Korei jest duży skandal i doszło nawet do tego, że naród pisze petycje, żeby wyrzucić z kadry dwie reprezentantki, ponieważ zachowały się one w sposób niewłaściwy.

Doszło do sytuacji, że dwie zawodniczki obwiniały trzecią, że spowolniła ona bieg i przekreśliła szanse na zadowalający rezultat. Rozumiem, że to właśnie to elektryzuje tak ludzi?

Pojawiają się teraz artykuły, według których te dwie dziewczyny dokuczały i nękały koleżankę. Koreańczycy uważają, że nie powinny obwiniać kogokolwiek i szukać kozła ofiarnego, bo to jednak biegi drużynowe. Powinny powiedzieć nie poszło nam, miałyśmy problemy z komunikacją itp. Był też artykuł porównujący zachowanie polskich i koreańskich panczenistek. Biorąc pod uwagę ogromne emocje i nieporozumienia w obu ekipach, Polki zachowały się jednak dużo lepiej.

Cała rozmowa z Polakiem mieszkającym w Korei Przemysławem Krompcem w załączonym materiale wideo.