Póki co nie wiadomo z jakich środków korzystała Siergiejewa. O jej wpadce poinformowały w piątek rosyjskie media. Co ciekawe, 13 lutego kobieta przeszła test antydopingowy bez zarzutu. Za drugim razem wynik był już jednak pozytywny. Próbka została pobrana na dwa dni przed olimpijską rywalizacją, w której 30-latka startowała w dwójce z Julią Biełomiestnych.


Największym paradoksem pozostaje fakt, że kilka miesięcy przed igrzyskami Rosjanka wzięła udział w antydopingowym spocie. Nosi w nim bluzę z hasłem: "I don't do doping, I am za sport" (tłum. "Nie używam dopingu, jestem za sportem"). Była to "nieoficjalna" reklama antydopingowa firmy ZASPORT - sponsora technicznego rosyjskich sportowców na igrzyskach w Korei Południowej.

 

- Rozmawialiśmy już z Nadieżdą, ale jej reakcję zostawię sobie - powiedział prezes rosyjskiej federacji bobslejów Aleksander Żubkow.

 

Siergiejewa nie jest pierwszym rosyjskim sportowcem, który nie przeszedł w Pjongczangu testów antydopingowych. Wcześniej okazało się, że z niedozwolonych substancji korzystał zawodnik curlingu Aleksandr Kruszelnicki. W organizmie 25-latka wykryto meldonium, wskutek czego odebrano mu brązowy medal, który wywalczył w parze z Anastazją Bryzgałową.