Plachta urodził się w Niemczech, ale potrafi porozumiewać się w języku polskim.

 

"Nawet nie wiem co powiedzieć. Mam nadzieję, że w domu wszyscy się cieszą. To najlepszy moment w mojej karierze" - przyznał.

 

26-latek na listę strzelców wpisał się na początku drugiej tercji, podwyższając na 2:0. W 33. minucie natomiast zaliczył asystę przy trafieniu Patricka Hagera na 4:1. Ostatnia tercja upłynęła na nieustannych atakach Kanadyjczyków. Zdołali jednak zdobyć tylko dwie bramki.

 

"Daliśmy z siebie wszystko. Skoncentrowaliśmy się na obronie, każdy miał zadania w defensywie. Przeciwko Kanadzie po prostu musisz tak grać" - podkreślił Plachta.

 

W fazie grupowej Niemcy zdołali jedynie pokonać Norwegię po karnych 2:1. Wcześniej ulegli Finom 2:5 i Szwedom 0:1. W części pucharowej spisują się jednak znakomicie. W odstępie zaledwie czterech dni rozegrali aż trzy mecze. Najpierw po dogrywce pokonali Szwajcarię 2:1, w ćwierćfinale również po dogrywce Szwecję 4:3, a w piątek Kanadę.

 

"Jesteśmy po prostu solidną drużyną. Może nie najszybszą, nie najlepszą technicznie, ale zawsze trzymamy się razem" - dodał.

 

W finale zmierzą się z drużyną Olimpijczyków z Rosji, która gładko pokonała Czechów 3:0.

 

"Już przed turniejem Rosja była wskazywana jako faworyt i w niedzielę też nim będzie. Zobaczymy jednak co się stanie, zagramy całym sercem" - zapowiedział zawodnik klubu Adler Mannheim.

 

Niemcy nigdy wcześniej nie grali w finale igrzysk. W 1932 roku w Lake Placid i w 1976 roku w Innsbrucku zdobyli brązowy medal. Kanada sięgała po olimpijskie złoto w trzech z ostatnich czterech turniejów. W Korei Południowej zabrakło jednak zawodników grających w NHL i można było przypuszczać, że dojdzie do niespodzianek. W składzie zespołu spod znaku Klonowego Liścia znalazł się m.in. urodzony w Zabrzu Wojtek Wolski.