Zanim triumfatorka w dwóch dyscyplinach - narciarstwie alpejskim i snowboardzie - oraz inni czescy medaliści pojawili się na trybunie w centrum miasta, organizatorzy powitania przypomnieli ich sukcesy. Dzięki wielkim ekranom telewizyjnym ponownie przeżywano zjazdy złotej Ester Ledeckiej i bieg na łyżwach srebrnej medalistki Martiny Sablikovej. Po dwugodzinowym oczekiwaniu pojawiły się bohaterki igrzysk.

- Bardzo bym chciała podziękować, to nieprawdopodobne… Myślałam, że będzie kilka osób, coś powiem i pójdę… Dziękuję Pradze, że potrafiła zorganizować to spotkanie – powiedziała wzruszona Ledecka.

Na olimpijczyków czekały cztery tysiące fanów. To dużo mniej niż w 1998 roku po igrzyskach w Nagano, gdy złotą drużynę hokejową witało 100 tys. osób. Komentatorzy pocieszali się, że kibice pozostałych olimpijczyków, którzy wrócili z medalami, czekali na sportowców we Vyrchlabi w pobliżu Trutnowa. Tam do tej samej podstawówki chodzili snowbordzistka Eva Samkova, panczenistka Karolina Vitkova i biathlonista Michal Krcmar.

Dziennikarze najwięcej uwagi poświęcają trumfowi Ledeckiej. Zwycięstwo i złote medale olimpijskie w dwóch różnych dyscyplinach działają na wyobraźnię. Sportowy komentator „Lidovych Novin” zauważył, że gdy przed trzema laty zaczęła obok snowboardu uprawiać narciarstwo alpejskie, stukano się w głowę. Teraz, jak podkreślają także inni komentatorzy, będzie mogła przebierać w sponsorskich ofertach. Początek jej kariery, podkreślił portal Aktualne.cz to inwestycja rodzinna. Ojciec, znany piosenkarz i autor popularnych tekstów Janek Ledecki, miał z czego finansować treningi i podróże córki.

Problemy mistrzowskiego sportu w Czechach dyskutowane są nie pierwszy raz. Najczęściej podawany jest przykład braku stadionu dla łyżwiarstwa szybkiego. Tym samym zdolne Czeszki wybierają treningi i życie w Holandii – piszą „LN” i podkreślają, że bez „upartych rodziców” nie byłoby medali w olimpijskich sportach.