Dzisiejszy wynik odbił się szerokim echem wśród kibiców Roberta. Wielu z nich cieszy się z tego rezultatu. Ci bardziej podekscytowani już zwalniają Sirotkina. Nie ma dla nich znaczenia jakie były warunki pogodowe, temperatura toru. Fakt, że pierwsze dni prób, jak sam Kubica powiedział, to raczej poznanie samochodu. Przecież chodzi o sprawdzenie wszystkich komponentów i pracę nad ustawieniami w kontekście, najlepszego wykorzystania potencjału auta. Polak przyznał też, że wtorkowy wynik nie był rezultatem walki o najlepszy czas. Z pewnością, w tak wczesnym okresie testów priorytety są inne.    
        
Jak powiedział krakowianin, były to cenne okrążenia mimo trudnych warunków. W istocie, aura nad torem pod Barceloną nie rozpieszcza. Jest zimno i deszczowo, co więcej w nocy z poniedziałku na wtorek padał nawet śnieg. Pojawiły się propozycje by z powodu pogody przedłużyć testy, bowiem pod koniec tygodnia temperatury mają znacząco wzrosnąć. Na ten moment do zmian terminów nie doszło. 
 
Najważniejszą informacją dnia, jest fakt, że Robert Kubica jest znów za kierownicą. Pracuje z zespołem nad udoskonaleniem auta i rozpoczął walkę, o przekonanie ludzi w padoku, że należy mu dać szansę na powrót do ścigania. Czy to będzie w tym sezonie, czy w przyszłym - czas pokaże. 
 
Jednak do wyników, tym bardziej pierwszych testów trzeba podchodzić ostrożnie. Bo jeśli wyrocznią jest, że we wtorek Kubica był szybszy od Sirotkina, to czy w takim razie, lepszy o trzy dziesiąte wynik Ferrari od Mercedesa należy traktować jako znak? Czy oznacza to, że włoski zespół wygra w tym roku tytuł? Nie wiem jak minorowy również panowałby nastrój w Williamsie, gdyby rzeczywiście ekipa z Grove traciła do Ferrari prawie dwie sekundy. Robert Kubica jeszcze nas miło zaskoczy, ale na razie najlepszy jest umiar...