Przynajmniej w założeniu promującej galę w Nowym Jorku  firmy Main Events tym właśnie  głownym wydarzeniem soboty ma być walka Rosyjskiego Krushera, byłego posiadacza aż trzech mistrzowskich pasów wagi półciężkiej. Tak było w założeniu, bo dla obserwatotów tego co się się w licie tej kategorii wagowej walka  Biwoła budzi na pewno większe zainteresowanie. Nie tylko dlatego, że rywal Kowaliowa  - podobnie jak ostatnio biojącym się z nim Szabrański ma być tylko „wypełniaczem ringu” - w kasynach Newady „Krusher” jest faworytem w stosunku aż 10 do 1. Nawet wypowiedzi Michałkina zdają się sugerować, że wie, co go czeka. „Znam styl Kowaliowa i wiem, że będzie robił to, co zawsze – atakował, będzie chciał mnie znokautwać. Jestem na to przygotowany. Zawsze marzyłem, żeby walczyć w Madison Square Garden i przed moimi rodakami w Ameryce” – mówił Michałkin. Sam Krusher, choć wie, że się od niego wymaga promocji, nie lubi sztucznie podgrzewać atmosfery. „Słyszę, że on ma ma być łatwym rywalem. Zobaczymy” – powiedział Kowaliow na otwartym treningu.

 

Biwoł, choć ma tylko dwanaście zawodowych walk, jest uznawany przez wielu jako przyszłość tej kategorii wagowej bo ma talent  i  potężnego promotora (Andrey Riabiński, szef World of Boxing). Do tego dochodzi wyjątkowo – jak na zawodowe doświadczenie – kontrolowany, polegający na bardzo precyzyjnych ciosach styl walki Biwoła i wiadomo dlaczego tak optymistycznie wygląda przyszłość 28-latka. Barrera, który przegrał tylko raz i to nie z byle kim, bo z Andre Wardem, będzie w tej walce wierzył w swoją stalową szczękę i  lewy prosty. I oczywiście liczył na to, że dojdzie celu jeden z mających nokautującą siłę ciosów z prawej ręki. Dmitrij  zdaje sobie z tego sprawę „Wiem, że to dla mnie wielka, bardzo ciężka walka i bardzo się z tego cieszę, bo ...ciężko trenowałem.  Barrera jest twardym, wymagającym rywalem, ale kibice przekonają się kim jestem. Po tej walce, chcę następnych pasów – wszystko jedno, czy będą to pasy Kowaliowa czy Stevensona” – skomentował Biwoł.