Wyobraźcie sobie, że nasza liga reprezentowana jest w najcenniejszych rozgrywkach klubowych na Starym Kontynencie przez trzy zespoły na poziomie najlepszej siódemki, że cztery ekipy z PlusLigi są w decydujących fazach dwóch najważniejszych europejskich pucharów. A nie – nie musicie sobie tego wyobrażać. To jest fakt! A teraz wyobraźcie sobie, że rodzima federacja i organizator ligowych rozgrywek nad Wisłą promują ten fakt i wykorzystują do popularyzacji siatkówki w naszym kraju. Ups, ciężko to sobie unaocznić?

 

Zero efektów

 

W ostatnich latach siatkarska Liga Mistrzów jest zarezerwowana głównie dla zespołów z Włoch i Rosji. Od 2007 roku wygrywały ją tylko drużyny z tych dwóch państw. Tym bardziej więc powinien cieszyć fakt, że w tym roku mamy szansę na awans do najlepszej czwórki na Starym Kontynencie sportową drogą. Szkoda jednak, że nie ma to żadnego przełożenia na rangę PlusLigi w Europie i skuteczność naszych działaczy w ramach działań CEV.

 

Nie inaczej było w 2015 roku, kiedy do czołowej czwórki LM przebiły się PGE Skra Bełchatów i Asseco Resovia Rzeszów, nie inaczej jest teraz, kiedy szansę na to mają wciąż ZAKSA Kędzierzyn-Koźle i ponownie Skra (piszę te słowa przed rewanżowym starciem z Cucine Lube). A teraz spadamy w rankingu europejskim zarówno pań, jak i panów. Zamiast więc krzyczeć i walczyć w Europie o należne nam prawa i przywileje, stajemy się średniakiem.

 

Przetarte szlaki

 

A takim nie powinniśmy być i za takiego nie winniśmy się uważać. Dlaczego więc wołać musimy my, kibice i dziennikarze? Wszak patent jest prosty – nie trzeba nawet zerkać na piłkarską Champions League, wystarczy popatrzeć na najistotniejsze rozgrywki piłkarzy ręcznych, ale także klubowe rozgrywki w naszym kraju. PlusLiga jest marką, ma ładną obudowę, stałe godziny transmisji telewizyjnych, stojących na najwyższym poziomie, wiernych kibiców, przyciąga zainteresowanie mediów i wreszcie ma szczodrych sponsorów – tych lokalnych i ogólnopolskich. Można?

 

Prawda jest więc taka, że dzisiaj kibic ZAKSY chciałby sukcesu w Lidze Mistrzów podopiecznych Andrei Gardiniego, ale wie dobrze, że nie przyniesie to temu klubowi nic, poza chwilową sławą. Za to zdobycie mistrzostwa Polski to nie tylko prestiż, ale także szansa na pozyskanie ciekawych siatkarzy oraz utrzymanie sponsorów. Coś tu nie gra.

 

Marzy mi się, aby oglądać kiedyś losowanie siatkarskiej Ligi Mistrzów wiedząc, że czekają mnie ekskluzywne i prestiżowe rozgrywki. Niech wygrywa je nadal Zenit Kazań po zaciętym boju z Cucine Lube Civitanovą, ale niech będzie to perła światowej siatkówki, tak jak już czekamy z wypiekami na policzkach na letnią Ligę Narodów, albo emocjonujemy się startami naszych żużlowców w Grand Prix.