Bożydar Iwanow: Czy trenera Krzysztofa Brede, który pracował z tobą w juniorach Lechii Gdańsk, a dziś jest twoim szefem w Chojnicach można nazwać twoim „ojcem chrzestnym”?

 

Oskar Paprzycki: „Chrzestnym” bym go nie nazwał, choć czasem chłopaki się śmieją, że tak jest. Ale nie. Bo niezupełnie trafiłem do Chojnic dzięki niemu. Ten temat „krążył” już wcześniej, prowadziłem rozmowy z dyrektorem Maciejem Chrzanowskim. Gdy trener Brede przejął drużynę oczywiście zadzwonił i poinformował mnie, że jest zainteresowany był gra u niego. Pewnie, że był to dodatkowy „plusik”, bo znał mnie z juniorów Lechii.

 

Pochodzisz ze Starogardu Gdańskiego, więc to zrozumiałe, że myślałeś, że zostaniesz w klubie z Gdańska na dłużej. Stało się inaczej.

 

Nie mam żalu do Lechii. Jestem wdzięczny,  że mogłem się tam rozwijać. Przez 5 lat. Dużo mi to dało. Widziałem ten klub od wewnątrz, zobaczyłem jak wszystko funkcjonuje, mam wiele ciekawych doświadczeń. Nie chce powiedzieć, że czuje niedosyt.  Ale fakt, moim marzeniem było zadebiutować w Lechii w Ekstraklasie. Nie było mi to dane. Musiałem szukać szczęścia gdzieś indziej. Owszem, były prowadzone rozmowy aby został, ale od razu było jasne, że będę wypożyczony. Trzecioligowe rezerwy zostały rozwiązane. Czekałem na jakąś ofertę. I wtedy zadzwonił trener Piotr Tworek i zaproponował testy w Kotwicy Kołobrzeg.

 

Piłkarze i szkoleniowcy, którzy z nim pracowali go chwalą. A ty jakie masz wspomnienia?

 

W pierwszej rundzie za dużo nie pograłem, na boisku przebywałem przez zaledwie 163 minuty. Na pewno nauczyło mnie to pokory i cierpliwości. Bo w głowie zaczęły pojawiać się myśli, żeby szukać regularnego grania w jeszcze niższej klasie. 3. Dobrze, że zostałem, bo Ryszard Wieczorek oceniał mnie inaczej i chciał postawić na moją osobę. To w Kołobrzegu dojrzałem do poważnego grania w seniorach.

 

W Chojnicach mówią o tobie, że jesteś całkowicie „sfokusowany” na piłce. W cyklu „Piękni i Młodzi” dotyczy to w zasadzie wszystkich piłkarzy, z którymi rozmawiałem. To taka tendencja w obecnym futbolu na pograniczy młodzieżowego i dorosłego?  

 

To prawda.  Od dziecka piłka siedziała mi głowę.  Ojciec grał przez 20 lat, był bramkarzem w drugiej i trzeciej lidze, m.in. w Wierzycy Starogard Gdański i w Wierzycy Pelplin. To on zaraził mnie futbolem, mam jego geny. Piłka zawsze była dla mnie najważniejsza i tak jest do tej pory.

 

Porównuje się ciebie do Szymona Matuszka, dziś piłkarza Górnika Zabrze, który był jednak wcześniej także w Chojniczance. To stuprocentowy profesjonalista w aspekcie dbania o dietę, trening, regenerację. Ma bzika na tym punkcie.

 

Ja chyba aż taki nie jestem. Wiem, że to jest bardzo ważne, ale ideałem na pewno nie jestem. Warunków też nie mam takich abym stosował najbardziej właściwą dla piłkarzy dietę. Oczywiście, staram się jeść zdrowo, w barze z fast foodem raczej mnie nie zobaczycie.  

 

Jesteś w kręgu zainteresowań trenerów reprezentacji młodzieżowych ale jeszcze w nich nie zaistniałeś…

 

Mam nadzieję, że kiedyś to nastąpi.

 

A zatem gdzie widzisz siebie za kilka lat?

 

Dobre pytanie. Takie samo usłyszałem też od trenera Wieczorka. Też o to zapytał. Uśmiechnąłem się i odpowiedziałem, że w Ekstraklasie. Będę do tego dążył. A kiedy to nastąpi, to nie wiem. A może nie nastąpić nigdy (śmiech). Ale jestem optymistą i wierzę ze ten czas w końcu przyjdzie.