"Lord" zadebiutował w największej organizacji MMA na świecie w grudniu zeszłego roku, pokonując na punkty - i to w bardzo spokojny sposób - Khalila Rountree. Apetyty fanów po takim występie tylko wzrosły, jednak po pewnym czasie okazało się, że Polak nie przeszedł testów antydopingowych. W jego próbce A wykryto substancję naruszającą politykę USADA.

 

Nie dość, że wynik walki został zmieniony na "no-contest", to jeszcze jego wypłata uszczupliła się o 30%. W marcu decyzję o zawieszeniu podjęła Komisja Sportowa Stanu Nevada (NSAC), a w czerwcu to samo orzekła Amerykańska Agencja Antydopingowa. Oleksiejczuk postanowił zaakceptować karę, co oznacza, że będzie mógł wrócić do akcji po 30 grudnia 2018 roku.

 

Więcej o decyzji napisał menadżer zawodnika Paweł Kowalik.

 

- „Lord” na wiele miesięcy przed debiutem, a także przed podpisaniem kontraktu z UFC, zażywał krótkotrwale lek zawierający klomifen. Środek ten bardzo długo pozostaje w organizmie, a wyniki badania potwierdzają, że jego stężenie u Michała było bardzo niskie. Wprawdzie potwierdza to, że środek zażywany był na długo przed dołączeniem do UFC i do tego nie miał wpływu na postawę zawodnika w debiucie dla tej organizacji, ale prawo jest prawem. O ile uważamy karę rocznego zawieszenia za zbyt surową w stosunku do przewinienia, to w związku z przedłużającym się postępowaniem dyscyplinarnym postanowiliśmy zamknąć sprawę i zaakceptować wymierzone przez NASC oraz USADA kary - poinformował.