Piłka nożna już dawno temu wykroczyła poza tradycyjną definicję sportu, w której o doskonalenie siebie, współzawodnictwo i uzyskiwanie maksymalnych wyników chodzi. Tu w grę wchodzą także olbrzymie pieniądze. Takie, które przedstawicielom „najzwyklejszych” dyscyplin olimpijskich nawet się nie śniły i nigdy śnić się nie będą. Tak już po prostu jest i jakiś czas temu w pełni zaczęłam akceptować tę sytuację i przestałam się przeciw niej buntować. Chociaż wciąż te ogromne sumy, jakie wchodzą w grę w przypadku chociażby kwot transferowych ciągle mnie trochę dziwią…

 

Żeby ktoś mnie źle nie zrozumiał… Kocham sport i lubię piłkę. Oglądam mecze i z całych sił kibicuję naszej reprezentacji. Obejrzę znakomitą większość spotkań na mundialu i to od pierwszego do ostatniego gwizdka, ale cały czas, mimo że od kilku dobrych lat nie uprawiam już sportu wyczynowo, potrafię w tym czasie; czasie wielkiego piłkarskiego święta, wejść w skórę sportowca – przedstawiciela każdej innej dyscypliny niż piłka nożna. A podczas mundialu, każdy inny sport, mimo że rywalizacja w nim toczy się swoim normalnym trybem, nagle jakby przestaje istnieć… Bo zewsząd wyskakuje piłka nożna! (Podejrzewam, że podczas mundialu jakieś części domowych lodówek są jej oddane ;))

 

Przykładów na udowodnienie tej tezy absolutnie dawać nie trzeba, ale kilka przytoczę, żeby pokazać, że poza piłką w tym sportowym świecie coś się jednak jeszcze toczy i to toczy ze znaczącym udziałem biało-czerwonych. Ot chociażby środowe, spektakularne zwycięstwo polskich siatkarek z Rosją w spotkaniu Ligi Narodów. Podopieczne Jacka Nawrockiego wręcz zdemolowały w Wałbrzychu Rosjanki, pokonując je w setach do 21, 18 i 15!!! Gdyby nie to, że dziś zaczął się mundial, to to w serwisach sportowych byłaby absolutna „jedynka” – czyli najważniejsza informacja. Dość powiedzieć, że ostatni raz polskie siatkarki pokonały Rosjanki w trzech setach 11 lat temu, a 14 z ostatnich 15 wcześniejszych meczów obu zespołów o punkty padły łupem naszych wczorajszych rywalek…

 

Także w środę 13 czerwca absolutny rekord Polski w pchnięciu kulą pobił Michał Haratyk. Podczas mityngu w Ostrawie posłał kulę na odległość 22 metrów i 8 centymetrów, zostawiając w tyle 22 metry uzyskane przez Konrada Bukowieckiego w tym roku w hali i znakomite wyniki uzyskiwane przez lata przez wielkiego dwukrotnego mistrza olimpijskiego – Tomasza Majewskiego. Zacięta, wewnętrzna rywalizacja na linii Haratyk – Bukowiecki może tylko pozytywnie wpłynąć na ich formę na Tokio 2020.

 

Te przykłady można mnożyć, ale pokuszę się jeszcze tylko o jeden. Bo, kto z Państwa wie, że z rozegranych w ubiegły weekend w Belgradzie mistrzostw Europy w kajakarskich sprintach reprezentacji Polski wróciła z dorobkiem siedmiu medali?! Dzieje się i to dobrze, nie tylko w naszej piłce.

 

W najbliższy weekend w Lidze Narodów z Iranem, USA i Serbią grają polscy siatkarze. Pamiętajmy, by między, po, czy przed mundialowymi meczami znaleźć czas na wsparcie także ich i wszystkich pozostałych sportowców, bo o ile piłka wykroczyła już dawno poza definicję sportu, to sport także na piłce się nie kończy – między 14 czerwca a 15 lipca 2018 roku też.