Na czwartkowej konfrencji prasowej przed walką na ESPN wszystko było jeszcze w porządku. 33-letni O'Connor był uśmiechnięty, opowiadał dziennikarzom o tym, jak ważna jest dla niego walka o mistrzowski tytuł w kategorii do 63,5 kilograma. Kilkanaście godzin później, w jego pokoju hotelowym, byli już sanitariusze. - Brakowało mu do zrobienia wagi niewiele, mniej niż kilogram. Był w saunie, ale ciągle tych kilogramów było zbyt dużo - mówi jego promotor Joe DeGuardia, który pojawił się w pokoju swojego pięściarza by zabrać go na tradycyjne spotkanie z komentatorami ESPN. - W pierwszej chwili myślałem, że to zwykłe osłabienie zawsze związane ze zbijaniem wagi, nic nadzwyczajnego. Było jednak widać, że organizm nie wytrzymał - dodał.

 

- Powiedziałem menedżerowi, żeby zapomniał o robieniu wagi, podawał O'Connorowi napoje. Kiedy po kilku kroplówkach, już w szpitalu, O'Connor ciągle był prawie nieprzytomny, wiadomo było, że walki nie będzie, że musi zostać w szpitalu. Lekarze bali się, że nerki przestały działać - dodał DeGuardia.

 

"To moja wina. Uderzył mi do głowy fakt, że mogę zostać mistrzem świata, zapomniałem o limitach mojego organizmu" - napisał na Twitterze O'Connor, który kilkanaście godzin temu mógł już opuścić szpital. Zrzucanie wagi zawsze było jedną z najbardziej niebezpiecznych części pięściarskich przygotowań do walki. W wiekszości przypadków, kiedy dotyczy to zawodników nie z elity zawodowego boksu, wszystko robione jest "domowymi", po prostu niebezpiecznymi dla zdrowia metodami. Ile walk zostało przegranych nie w ringu, ale 48 godzin wcześniej, kiedy trzeba było zbić kilogram czy dwa, kiedy pięściarz wychodził na ring na granicy wyczerpania bo inaczej nie będzie wypłaty? Jakie były skutki takich pojedynków pół roku później, w następnych walkach? Pewnie wiele na ten temat mogliby powiedzieć także polscy pięściarze...