Wszystko wydarzyło się w czwartek, czyli cztery dni przed mityngiem. Bukowiecki, halowy rekordzista Polski w pchnięciu kulą, na instastory umieścił zdjęcie plakatu z imprezy. Na nim umieszczone były sylwetki jego, wicemistrza olimpijskiego w rzucie dyskiem Piotra Małachowskiego, trzykrotnego mistrza świata w rzucie młotem Pawła Fajdka i Włodarczyk. Bukowiecki postanowił jednak na wizerunku rekordzistki świata umieścić czarny napis, zapraszający kibiców na imprezę. Zasłonił on całą postać Włodarczyk.

- To mnie zabolało i faktycznie postawiłam organizatorom ultimatum, że albo ja wystąpię, albo Konrad. Chodziło przede wszystkim o pielęgnację pamięci Skolimowskiej. Zgadzam się z tym, że te zawody zawsze powinny łączyć, bo tego chciałaby Kamila, ale Konrad doprowadził do tego, że zaczęły dzielić. Uraziło mnie, że nie zachował standardów etycznych i nawet za to nie przeprosił. Ma wprawdzie już dowód osobisty i niezłe wyniki sportowe, ale jego postawa na razie dojrzała nie jest – powiedziała Włodarczyk.

I faktycznie Bukowiecki nie przeprosił. Nie czuł ku temu potrzeby, ale jednocześnie napisał do mistrzyni świata wiadomość, że w żaden sposób nie chciał obrazić Skolimowskiej.

- Przyznaję, umieściłem takie zdjęcie. Nie chciałem na pewno obrazić tym Kamili Skolimowskiej. Nie przeprosiłem. To fakt, bo nie mam za co jej przepraszać. Nie chciałem w nikogo uderzyć, nie robiłem tego celowo i umyślnie. Nie spodziewałem się, że to będzie miało takie konsekwencje. Teraz robi się z igły widły. Nie ma sensu tego roztrząsać. Dziwi mnie tylko, że zawodniczka tej klasy obraża się za takie rzeczy, a głupie zdjęcie powoduje, że nie przyjeżdża na zawody i olewa kibiców – skomentował w rozmowie z Bukowieckim.

Do tej pory Włodarczyk startowała we wszystkich edycjach imprez im. Skolimowskiej.

- Bo Kama była zawsze dla mnie ważna, darzę ją niesamowitym szacunkiem i nic tego nie zmieni. A Konrad jeśli ma coś do mnie, powinien do mnie przyjść i porozmawiać, a nie robić takie rzeczy przez media społecznościowe – dodała.

O całej sprawie poinformowała organizatorów natychmiast po ukazaniu się zdjęcia i postawiła ultimatum do końca piątku na podjęcie decyzji.

- Mój menedżer i organizator imprezy Marcin Rosengarten oraz prezes fundacji Robert Skolimowski wiedzieli, jakie jest moje stanowisko i zdawali sobie sprawę z tego, że nie przyjadę, jeżeli nie wycofają Konrada z zawodów. Mieli czas na podjęcie decyzji do końca piątku, nie rozumiem zatem, czemu potem mówili, że na ostatnią chwilę odwołałam przyjazd – zaznaczyła.

Dodała, że ta decyzja nie było dla niej łatwa.

- Nadal będę pamiętać o Kamili. Mam jej rękawicę i będę w niej rzucać, bo to, co czuję w sercu, zostaje. Nie będę jednak niczego robić na pokaz.

Włodarczyk zapowiedziała także, że nie wystąpi w sierpniowym Memoriale Kamili Skolimowskiej na Stadionie Śląskim w Chorzowie.

- Po tym co się wydarzyło, nie mam takiego zamiaru. Chciałabym po prostu jak najszybciej zamknąć ten temat. Nie wyjdę i nie będę udawała, że jest wszystko ok - podkreśliła.

W ostrych słowach całą sytuację skomentował Skolimowski, ojciec zmarłej nagle w 2009 roku mistrzyni olimpijskiej z Sydney.

- Dla mnie to prywatna sprawa między dwoma zawodnikami i nie powinna w żaden sposób rzutować na obecność na mityngu. Jak można w ogóle postawić warunek organizatorowi zawodów, kto ma startować? W ten sposób nie powinno się rozwiązywać spraw prywatnych. Było sporo kibiców, którzy mieli nadzieję zobaczyć Włodarczyk, a ona nie przyjechała – powiedział.

Nawiązał także do tego, że Włodarczyk jest już osobą publiczną i powinno się wszelkie animozje załatwiać prywatnie i nie mieszać do tego organizatorów mityngów, czy kibiców. Bo to – zdaniem Skolimowskiego – właśnie oni najbardziej na tym ucierpieli.

- Nie chcieliśmy jako Fundacja im. Skolimowskiej wskazywać na kogo stawiamy. Chcemy scalać, a nie rozdzielać. Tak jak robiła to przez całe życie Kamila. Nie może ktoś stawiać nam takich warunków, bo tego nie robi się na żadnym mityngu na świecie. Czy to oznacza, że Anita nie wystartuje już w żadnych zawodach, w których wystąpi też Konrad?”– zastanawia się Skolimowski.