Oczywiście w obu dyscyplinach podział pieniędzy jest zupełnie inny bo w NFL właściciele klubu muszą zapewnić każdego sezonu kontrakty 53 zawodnikom, a w NBA tylko 15. Jest też druga strona medalu: w znacznie lepiej zarabiającej jako liga NFL, nie ma (jak w NBA, gdzie nie może ona przekraczać 35 procent ogólnej puli wydatków na drużynę) górnej granicy zarobków dla poszczególnych zawodników. Jeszcze sześć lat temu, tylko dziś emerytowany Kobe Bryant (Los Angeles Lakers) zarabiał rocznie więcej niż wtedy najlepiej opłacany quarterback Green Bay Packers Aaron Rogers.


Dziś jest zupełnie inaczej - aż czternastu koszykarzy National Basketball Association na przeciętne kontrakty wyższe niż numer 1 NFL - quarterback Atlanty Falcons Matt Ryan, mający przez następne pięć lat zarobić 150 milionów dolarów. Co najciekawsze - w NBA wcale nie trzeba być gwiazdą, żeby zarabiać lepiej niż najwyżej opłacany zawodnik NFL.


Kibice na całym świecie znają takie nazwiska jak James Harden (Houston Rockets/42,3 mln za sezon), John Wall (Waszyngton Wizards/42,3 mln), Russell Westbrook (Oklahoma City Thunder/41 mln) czy zamykający najlepiej opłacaną szóstkę Steph Curry (Golden State Warriors/40,2 mln), Chris Paul (Houston Rockets/39,9 mln) i LeBron James (Los Angeles Lakers/38.3 mln). To gwiazdy basketu, ale dalej już jest bardziej anonimowo...i ciągle bardzo bogato: od Ryan'a więcej zarabiają Paul Millsap (Denver Nuggets)/30,5 mln), Mike Conley (Memphis Grizzlies/30,5 mln) czy Devin Booker (Phoenix Suns/31,6 mln).


Skąd ta eksplozja wypłat? Oczywiście z wartych 24 miliardy (tak, miliardy) kontraktów telewizyjnych, podpisanych w 2016 roku przez NBA ze stacjami TNT oraz ESPN.  Do tego trzeba dodać, że choć przeciętne wpływy NFL to 14 mld (w porównaniu do 8 mld w NBA), to koszykarska liga ma według finansistów znacznie szybsze perspektywy rozwoju. Już teraz, po raz pierwszy w historii, każdy z klubów NBA warty jest nie mniej niż miliard dolarów (przeciętnie 1,26 mld) czyli aż 22 procent więcej niż w minionym roku...albo 300 procent więcej w ostatnich pięciu latach. W Stanach Zjednoczonych nie ma ligi sportowej, która mogłaby się pochwalić choćby podobnymi  statystykami.