Starcie wieńczące galę w Londynie było bardzo ważne dla obu pięściarzy, gdyż zwycięzca zyskałby pasy WBC Silver oraz WBO International, co mogłoby mieć znaczenie przy kolejnych walkach mistrzowskich. Za nieznacznego faworyta uznawano byłego mistrza, który jednak po raz trzeci z rzędu bił się na obcym terenie. Za pierwszym razem udało mu się pokonać większościową decyzją Hughie Fury'ego, ale później przegrał wysoko na kartach sędziowskich z Anthonym Joshuą.

 

Co mogło rzucić się w oczy w tej walce? Problemy kondycyjne Parkera, który tlen miał zazwyczaj na nieco ponad pół rundy. Faule Whyte'a, który często nie boksował czysto, wiele ciosów posłał poniżej pasa. To jednak nie może przysłonić dobrej pracy wykonanej przez obu pięściarzy.

 

Parker walczył odważniej niż w ostatnich starciach, ale pod koniec drugiej rundy niesłusznie został wyliczony! Po zderzeniu głowami sędzia podjął złą decyzję, choć sam poszkodowany nawet nie zdążył zaprotestować. Whyte w swoim stylu nadrabiał braki techniczne siłą i agresją, co w wielu momentach robiło na Nowozelandczyku gigantyczne wrażenie.

 

W dziewiątej rundzie Parker po raz drugi został wyliczony - tym razem słusznie po pięknym lewym sierpowym. Ostatnie dwa starcia należały jednak do niego, a na kilkanaście sekund przed końcem udało mu się nawet posłać na deski wycieńczonego rywala. Anglik wstał, a jedyną jego receptą na przetrwanie było przyklejenie się do przeciwnika. I to mu się udało.

 

Ostatecznie sędziowie wypunktowali 113:112, 115:110 oraz 114:111 dla Whyte'a, który ponownie przyznał, że chętnie zmierzyłby się z Joshuą.