- Dzisiejszy odcinek był bardzo szybki. W pewnym momencie na moim liczniku było 105 km/h. To największa prędkość, z jaką kiedykolwiek zjeżdżałem – powiedział kolarz grupy Bora-Hansgrohe.

- Wiedziałem, że w Katowicach będzie bardzo trudny finisz. I rzeczywiście było ciężko. Na ostatnich metrach musiałem przesunąć się na prawą stronę, aby zaatakować. Znów bardzo dobrze spisała się cała drużyna, a zwłaszcza Cesare Benedetti, który wspaniale mi pomagał – dodał 24-letni mistrz Niemiec.

Ackermann wygrał dzień wcześniej etap do Krakowa i w stolicy Górnego Śląska umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej.

Najlepszy z Polaków, Kamil Zieliński zajął przed katowickim Spodkiem dziesiąte miejsce. Kolarz reprezentacji, ścigający się na co dzień w drużynie Hurom, przyznał, że trudno mu nawiązać walkę z najszybszymi sprinterami, którzy są od niego o 20 kg ciężsi.

- Do rasowych sprinterów dużo mi brakuje, ale staram się nawiązać z nimi walkę. Dziś było całkiem nieźle – ocenił Zieliński.

Jest on jedynym - obok Michała Kwiatkowskiego i Rafała Majki - polskim kolarzem, który zakładał żółtą koszulkę lidera Tour de Pologne od 2005 roku, gdy wyścig otrzymał najwyższą kategorię UCI. Było to trzy lata temu po wygranym przez Macieja Bodnara etapie do Nowego Sącza, na którym Zieliński zajął drugie miejsce.

Jednym z bohaterów niedzielnego etapu był inny kolarz reprezentacji Adam Stachowiak. Uczestniczył on w ucieczce pięciu, a potem trzech kolarzy, zlikwidowanej przez peleton 12 km przed metą w Katowicach.

- Liczyliśmy na to, że ucieczka się powiedzie. Runda w Katowicach jest kręta, co sprzyja takim akcjom. Walczyliśmy do końca. Pogoda mocno daje się we znaki, ale najtrudniejsze przed nami – powiedział Stachowiak.

W poniedziałek odbędzie się kolejny sprinterski etap wyścigu z Chorzowa do Zabrza.